Nie.

Data uzupełnianego dokumentu

        12 stycznia 2017        Komentarze (0)

Jedna z Czytelniczek bloga napisała, że przymierza się do uzupełnienia informacji z KRK i zapytała mnie o datę uzupełnianego dokumentu.

No właśnie. Jak to jest?

Art. 26 ust 3 PZP w wersji sprzed ostatniej nowelizacji był stosunkowo jasny w tym zakresie: uzupełniane dokumenty miały potwierdzać to, co potwierdzały najpóźniej na dzień, w którym upłynął termin składania ofert.

W obecnie obowiązującym art. 26 ust 3, podobnie jak w art. 26 ust 3a dotyczących pełnomocnictw, nie ma już normy odnoszącej się do daty dokumentu.

Uwaga na marginesie: określenie „data dokumentu” to skrót myślowy. Ustawodawcy chodzi o moment, w którym dokument jest „aktualny”. W praktyce jednak kluczowe znaczenie odgrywa właśnie data dokumentu i tak będę o tym pisał.

Ad rem

Ustawa nie zawiera już szczególnego przepisu regulującego kwestię daty uzupełnianego dokumentu.

I co teraz?

Musimy, drogi Czytelniku, zadać sobie następujące pytanie

Jakiego rodzaju dokument podlega uzupełnieniu?

Mamy cztery możliwości:

  1. JEDZ/oświadczenie wstępne (tj. krajowa wersja JEDZa)
  2. Dokumenty potwierdzające spełnianie warunków udziału w postępowaniu
  3. Dokumenty potwierdzające brak podstaw do wykluczenia
  4. Dokumenty przedmiotowe

Sprawdźmy, jakie daty mają widnieć na tych dokumentach.

Ad. 1.

Zgodnie z art. 25a ust 1 oświadczenie wstępne ma być „aktualne na dzień składania ofert”. To samo dotyczy JEDZa z art. 25a ust 2.

Ad. 2-4

Te dokumenty objęte są art. 26 ust 1, który wymaga, by były one „aktualne na dzień złożenia oświadczeń lub dokumentów”.

Nie znalazłem żadnego przepisu, z którego wynikałoby, że dokumenty uzupełniane w trybie art. 26 ust 3 miałyby być aktualne na jakiś inny dzień. A zatem:

  • JEDZe/oświadczenia wstępne uzupełniane na wezwanie zamawiającego mają być aktualne na dzień składania ofert

Tu pojawia się wątpliwość, której nie chcę teraz roztrząsać: czy chodzi o datę złożenia oferty „uzupełnianej”, czy też może o dzień, w którym upływa termin składania ofert. Osobiście opowiadam się za pierwszym wariantem.

  • dokumenty podmiotowe i przedmiotowe uzupełniane na wezwanie zamawiającego mają być aktualne na dzień ich złożenia

Tu również pojawia się wątpliwość, nad którą jednak wypada się pochylić.

Skupmy się na datach uzupełnianych dokumentów podmiotowych i przedmiotowych. Jakie mamy tu możliwości?

Ponieważ mamy tu do czynienia z dwoma wezwaniami (wezwanie do złożenia dokumentów z art. 26.1 oraz wezwanie do uzupełnienia z art. 26.3), ja widzę dwie możliwości:

  1. uzupełniany dokument powinien być aktualny najpóźniej na dzień uzupełnienia
    • zatem najpóźniejsza data to termin wskazany w wezwaniu do uzupełnienia, o którym mowa w art. 26 ust 3;
    • jest to rozwiązanie korzystniejsze dla wykonawcy – dostaje on wezwanie do uzupełnienia, idzie do urzędu, dostaje kwitek z dzisiejszą datą, składa kwitek w terminie i sprawa jest zakończona
  2. uzupełniany dokument powinien być aktualny najpóźniej na „pierwotny” dzień złożenia
    • zatem najpóźniejsza data to termin wyznaczony w wezwaniu, o którym mowa w art. 26 ust 1 i 2 PZP;
    • jest to rozwiązanie mniej korzystne dla wykonawcy, ponieważ musi on złożyć dokument z datą wsteczną, tj. aktualny na pierwotny dzień złożenia

Sądzę, że każdą z tych możliwości można uzasadnić. Ja natomiast opowiadam się za tą pierwszą.

Uważam, że ustawodawca, świadomie lub niechcący, zerwał z problematyczną konstrukcją sztywnego terminu aktualności dokumentów. Konstrukcja była problematyczna m.in. z tego względu, że zamawiający nie mógł interesować się faktyczną sytuacją wykonawcy po otwarciu ofert. Pisałem już o tym (choćby tu) w kontekście przetargu na dostawę paliw: wykonawca na dzień składania ofert miał 3 stacje benzynowe lecz następnego dnia jedna z nich spłonęła – zamawiający nie mógł wziąć tego faktu pod uwagę.

A teraz może, o czym świadczy treść art. 26 ust. 2f. Zwróć uwagę: zamawiający może wezwać do złożenia aktualnych dokumentów, jeżeli zachodzą podejrzenia, że te dotychczasowe „nie są już aktualne”.

Zamawiającego ma więc interesować sytuacją „hic et nunc” (tu i teraz). Uznanie, że uzupełniany dokument miałby odnosić się do przeszłości wprowadzałoby niepotrzebny zamęt (wezwanie z art. 26.2f – data aktualna, wezwanie z art. 26.3 – data wsteczna) i utrudniałoby żywot wykonawcy.

Wiele będzie zależało od KIO.

Wydaje mi się, że stanowisko w tej kwestii mógłby zająć Urząd.

Zamówienia publiczne w systemie ONZ

        11 stycznia 2017        Komentarze (0)

Będzie krótko i na temat.

Departament Promocji Gospodarczej PARP poinformował mnie, że jest już dostępna publikacja pt. Zamówienia Publiczne Organizacji Narodów Zjednoczonych – praktyczny przewodnik.

Jest to pierwsza publikacja w Polsce poświęcona regułom udzielania zamówień przez podmioty zaliczane do tzw. systemu organizacji Narodów Zjednoczonych (tj. ONZ, ale także UNICEF, FAO, Międzynarodowa Organizacja Pracy i szereg innych).

Książeczka jest mojego autorstwa.

Jej recenzentem jest Pan Dmitri Dovgopoly – szef Wydziału Zamówień Publicznych ONZ.

Jest skierowana głównie do wykonawców, którzy widzą siebie jako wykonawców realizujących zamówienia dla ONZ. Do odważnych świat należy. Polski biznes ma tu wiele do nadrobienia.

Pozostałych zainteresowanych tematyką zamówień publicznych również zachęcam do lektury. Warto poznać międzynarodowe standardy przetargowe, tym bardziej, że są one wzorowane na utartych praktykach korporacyjnych, które stopniowo przenikają do zamówień publicznych.

Publikacja do ściągnięcia (za darmo, bez żadnych rejestracji ani tym podobnych wynalazków) tu.

Pobierajcie i korzystajcie!

Skrzydlata Polska (samorządowa)

        10 stycznia 2017        Komentarze (0)

Pamiętacie „Konsula” z Piotrem Fronczewskim w roli głównej? Uwielbiam ten film. Pokazuje wiele naszych tzw. narodowych cech.

Jest tam taka scena, w której grany przez Fronczewskiego Czesław Wiśniak – wówczas już udający konsula austriackiego – proponuje władzom lokalnym sfinansowanie jakiejś inwestycji. Władze myślą, myślą („potrzeb jest tak wiele”) i w końcu decydują: organizujący się konsulat mógłby ufundować… pomnik.

Mam wrażenie, że dziś analogiczną funkcję pełnią niektóre lotniska.

Unia daje miliony. Trzeba je jakoś wydać. Lotnisko sporo kosztuje, więc za jednym zamachem wykorzystujemy pokaźną część puli. Wydatek łatwo uzasadnić. No i, w przeciwieństwie do tzw. projektów miękkich (np. kursy, szkolenia), efekt końcowy widać jak na dłoni.

Do tego jaki piękny efekt propagandowy: władza lokalna buduje ludowi lotnisko, aby lud mógł sobie pofruwać.

Lotnisko, podobnie jak autostrada i Pendolino to symbol cywilizacji, Europy, XXI wieku! W symbolach to my jesteśmy świetni. A tym, że potem z lotniska nie chce korzystać żaden przewoźnik będziemy się martwić później.

W jaki sposób samorządy przyciągają przewoźników?

Na przykład płacąc im za reklamowanie regionu (miasta, województwa) na samolotach i na stronie internetowej przewoźnika.

Na przykład Województwo Lubuskie jest gotowe zapłacić za 22 miesiące takiej kampanii reklamowej 11,4 mln zł. (dane z informacji z otwarcia ofert Urzędu Marszałkowskiego).

Dużo? Mało?

Nie wiem.

Nie mam danych i nie jestem w stanie stwierdzić, czy te 11 milionów zwróci się w formie inwestycji lub wizyt turystów. Być może jest jednak tak, że w imię pseudocywilizacyjnej symboliki finansuje się ze środków publicznych możliwość latania, z której skorzysta niewielki odsetek mieszkańców przepięknego lubuskiego.

Co ma do tego PZP?

To, że w przetargu na „promocję województwa” zamawiający postawił warunek posiadania „koncesji na wykonywanie regularnych przewozów lotniczych przy użyciu statków powietrznych bez ograniczenia maksymalnej masy startowej i ilości miejsc pasażerskich wraz z aktualnym Certyfikatem Operatora Lotniczego (AOC)„.

Koncesja w przetargu na kampanię reklamową???

Albo więc warunek dotyczący kompetencji lub uprawnień jest nieproporcjonalny, a zamawiający żąda dokumentu (koncesji), który nie jest niezbędny (naruszenie art 22 ust 1a oraz art 25 ust 1 PZP), albo przedmiotem zamówienia jest „wykonywanie regularnych przewozów lotniczych”.

Co mnie tu wkurza?

To, że władze państwowe (samorząd to też państwo!) de facto kupują połączenia lotnicze, ale – niczym w reklamie piwa „bezalkoholowego” – puszczają oko i w opisie przedmiotu zamówienia piszą o zakupie „Promocji Województwa Lubuskiego”.

Studenci na tropie

        07 stycznia 2017        2 komentarze

Pisałem tu już kiedyś, że podczas zajęć ze studentami piątego roku prawa analizujemy jakąś prawdziwą specyfikację. Wybieramy ją sobie na chybił-trafił.

W tym roku padło na przetarg na usługę ochroniarską. Zamówienie polega na (przepraszam za niedbalstwo – troszkę się spieszę) stróżach w różnych budynkach, dyspozytorni i grupie interwencyjnej oraz na konwojowaniu gotówki.

Studenci stwierdzili, że zamawiający położył warunki udziału w postępowaniu.

W szczególności nie postawiono warunku dot. kompetencji/uprawnień, natomiast zażądano dokumentu koncesji. W zasadzie jest to błąd formalny. Przecież każdy rozsądny człowiek z żądania dostarczenia koncesji wykoncypuje sobie, że jej posiadanie jest warunkiem udziału w postępowaniu. Uważam jednak, że profesjonalista nie powinien pomijać tego warunku w SIWZ i w ogłoszeniu.

Warunkiem dotyczącym zdolności zawodowej lub technicznej było m.in. złożenie wykazu osób, które będą uczestniczyć w realizacji zamówienia.

To również można uznać za uchybienie formalne, gdyby nie fakt, że zamawiający nie postawił szczegółowych wymagań dotyczących tych osób. A przecież bez określenia TREŚCI warunku, wykaz osób jest niemal kompletnie bezużyteczny.

Studenci nie mogli się też nadziwić, że zamawiający przywiązał tak dużą wagę do jednolitego umundurowania (napisał o tym w kilku miejscach SIWZ, do tego zażądał dwóch osobnych oświadczeń, że wszyscy ochroniarze noszą takie same mundurki), ale słowem nie zająknął się o wymaganej liczebności grupy interwencyjnej, o doświadczeniu tych ludzi, ich uprawnieniach, kwalifikacjach etc.

Innym kuriozum był wymóg dysponowania przez grupę interwencyjną „zapasowym samochodem firmowym” bez postawienia wymogów dotyczących „głównego” pojazdu. Wychodzi na to, że grupa może popylać na akcję na rowerach i dopiero jak te padną, przesiądą się do „zapasowego samochodu firmowego”.

Nie najlepiej wypadł też warunek dotyczący doświadczenia (a więc druga odsłona warunku zdolności zawodowej lub technicznej). Wyglądało to nieźle na pierwszy rzut oka, ale zamawiający pominął, że usługi ochrony osób i mienia mają charakter ciągły i wykonawcy mogą wykazywać usługi wykonane ale także wykonywane. Poza tym zażądano doświadczenia w usługach „stanowiących przedmiot zamówienia”, a w tym przetargu chodziło de facto o cztery zakresy (stróż, dyspozytor, grupa interwencyjna i konwojowanie). Nie jest jasne, czy wykonawca powinien wykazać usługę polegającą na wykonywaniu co najmniej tych czterech zakresów, czy może tylko niektórych z nich. Nie wiadomo też, czy wartość tej usługi (konkretna kwota) odnosi się do wartości całkowitej, czy rocznej…

W innych częściach SIWZ nie było lepiej.

Zamawiający szczerze napisał, że „nie określa wymagań wynikających z art 29 ust 3a PZP”. Moim skromnym zdaniem był to tego zobowiązany.

Było tam tego więcej, ale już starczy.

Na koniec chcę wrócić do wymogów stawianych grupie interwencyjnej (przypomnę: zamawiający nie określił minimalnej wielkości tej grupy).

Student zapytał, co zrobi zamawiający w sytuacji, gdy jeden wykonawca zaoferuje pięcioosobową grupę byłych komandosów ze wszystkimi możliwymi uprawnieniami, kwalifikacjami itd. za 100.000 zł. rocznie, a drugi dwuosobową „grupę” emerytów – byłych funkcjonariuszy MO za 99.000 zł.

Jak to co?

Wybierze tego drugiego i stwierdzi, że do tego zobowiązuje go ta nieszczęsna ustawa PZP.