Artykuł w DGP

        06 września 2017        Komentarze (0)

Otrzymałem od Pana Redaktora link z artykułem. Polecam, bo naprawdę bardzo interesujący przypadek.

Przypomina mi to trochę grę na zwłokę, o której swego czasu pisał mec. Leszek Bloch na swoim blogu.

Intencje wykonawcy są dla mnie oczywiste. Co więcej, popieram je.

Krajowej Izbie Odwoławczej zdarza się przecież popełnić błąd. Mechanizm skargi do sądu stwarza szansę na korektę tego błędu, przy czym niekiedy ta korekta może mieć charakter symboliczny. Skarga do sądu nie wstrzymuje bowiem działań zamawiającego (tj. zawarcia umowy i jej realizacji) na takich zasadach, jak odwołanie do KIO. Zanim sąd rozpatrzy skargę, zamówienie może już zostać wykonane.

Wykonawca znalazł więc kruczek pozwalający na przedłużanie zakazu zawarcia umowy do rozpatrzenia skargi przez sąd.

Problem w tym, że ten kruczek będzie tak samo służył wykonawcy z dobrymi intencjami (wierzę, że tak jest w tym wypadku) liczącemu na uzyskanie zamówienia, jak i wykonawcy, który po prostu chce storpedować zamówienie.

Ten pierwszy po przegraniu batalii sądowej uzna rację drugiej strony i odpuści, a zamawiający będzie mógł zawrzeć umowę. Na marginesie: ten efekt w sposób cywilizowany mógł wywołać sąd uwzględniając wniosek o zabezpieczenie, o którym mowa w artykule red. Wikariaka.

Ten drugi będzie składał nieopłacone odwołania w każdym postępowaniu, w którym nie ma szans na uzyskanie zamówienia, licząc, że zamawiający ugnie się i w końcu rozpisze nowy przetarg. Ten drugi może też być zwykłym pieniaczem – koszt takiej „zabawy” jest minimalny.

Przypadek „tego drugiego” bardzo mnie martwi. Prawo nie powinno być bezsilne wobec takich kombinacji.

Złe prawo można zmienić. O tym jest mowa w artykule. Zastanawiam się jednak (zasygnalizowałem to też w wypowiedzi dla DGP), czy tu aby na pewno prawo jest złe.

Czy nie wystarczyło uchylić zakaz zawarcia umowy?

Nie znam uzasadnienia KIO, lecz wydaje mi się, że w przypadku ponawianych i niepodtrzymywanych (brak wpisu) odwołań trudno mówić o „prawdopodobieństwie uszczerbku, którego doznać może interes” takiego odwołującego. Poza tym takie odwołania najpewniej są wnoszone po terminie, więc nie mają szans na uwzględnienie

Interes publiczny jest tu oczywisty. Zamawiający nie kupuje foteli dla członków zarządu, a system sterowania ruchem kolejowym na trasie Otwock – Lublin. Tu chodzi o infrastrukturę publiczną. Przedłużanie procedury udzielenia zamówienia grozi utratą środków finansowych, co ewidentnie może być uznane za „negatywne skutki dla interesu publicznego„.

Maciej

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis: