Konferencja w Łodzi

        19 czerwca 2017        4 komentarze

Trzy tygodnie temu odwiedziłem Łódź, a dokładniej – tamtejszy Wydział Prawa i Administracji. Działające tam Centrum Zamówień Publicznych i PPP pod przewodem dr Ani Górczyńskiej co rok organizuje międzynarodową konferencję naukową poświęconą zamówieniom publicznym.

W tym roku tematem konferencji były aspekty społeczne w zamówieniach publicznych.

To była dla mnie okazja, by podzielić się swoimi przemyśleniami na temat miejsca i roli praw człowieka w sferze ZP. Skupiłem się na art 7 Międzynarodowego Paktu Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych. Czasu było bardzo mało, więc referat był dość hasłowy, pełniej wypowiem się w publikacji pokonferencyjnej.

Przy okazji poznałem się z jednym z naszych Czytelników (pozdrawiam Cię, Maćku), który (zresztą całkowicie słusznie) zarzucił nam, że blogowo strasznie się obijamy.

No cóż, z faktami się nie dyskutuje, lecz obowiązki zawodowe mają pierwszeństwo przed blogiem.

I rodzina 🙂

W zasadzie cała dyskusja skupiła się wokół klauzul prospołecznych. Nie brakowało wypowiedzi emocjonalnych – było super 🙂

Jestem zwolennikiem rozwiązań prospołecznych, chociaż staram się pochylić nad każdym argumentem przeciwko nim.

No może prawie każdym – jakoś nie pociąga mnie dyskusja nad systemem ZP w stylu: „poszedłem do lasu i porozmawiałem z drwalami. Żaden z nich nie wyobraża sobie pracy na umowie o pracę.” To nie jest argument, który powinien paść podczas debaty naukowej – to trąci manipulacją.

Za to docierają do mnie następujące argumenty:

a. w niektórych branżach nie zawiera się umów o pracę, ponieważ wykonawcy mają swoje jednoosoboowe biznesy i pracują na własny rachunek – w takiej sytuacji klauzula zatrudnieniowa może znacząco obniżyć konkurencyjność postępowania lub nawet zamknąć wszystkim wykonawcom dostęp do zamówienia

b. niekiedy określenie, czy dany stosunek prawny zawiera wszystkie cechy stosunku pracy jest zadaniem piekielnie trudnym i nawet sądy pracy mają z tym kłopot (a co dopiero tzw. „zwykły zamawiający”) – na marginesie pojawia się ciekawe zagadnienie roli KIO w ocenie, czy mamy do czynienia ze stosunkiem pracy, za chwilę do tego wrócę.

To nie są problemy wydumane przez jakichś teoretyków-gawędziarzy – one istotnie mogą pojawić się w praktyce (być może już się pojawiły).

Jednak to nie oznacza, że musimy wylewać dziecko z kąpielą, uchylając całą klauzulę zatrudnieniową. W systemie wbudowane są instrumenty, które mogą doprowadzić do wyeliminowania zbędnej i szkodliwej (w danym postępowaniu) klauzuli. Mam tu na myśli: dialog techniczny, wyjaśnienie SIWZ, odwołanie do KIO.

W pierwszym przypadku inicjatywa należy do zamawiającego, który w razie wątpliwości może kwestię klauzuli zatrudnieniowej włączyć do agendy dialogu.

Drugi przypadek uznaję za najlepszy. Wykonawcy mogą szybko i tanio spróbować przekonać zamawiającego, że w danym postępowaniu klauzula zatrudnieniowa jest złym pomysłem. W efekcie zamawiający może zmienić SIWZ i ogłoszenie. Widzę też tu miejsce na zorganizowanie zebrania wykonawców, aby poznać opinie wszystkich zainteresowanych.

Trzeci przypadek pojawi się w razie uporu zamawiającego. System środków ochrony prawnej może go przymusić do zrezygnowania z głupiego (w danym przypadku) rozwiązania. Do postępowania mogą przystąpić inni zainteresowani wykonawcy, więc Izba może uzyskać dostęp do całego spektrum argumentów.

Tu się pojawia bardzo ciekawy wątek kompetencji KIO w zakresie prawa pracy. Oczywiście w KIO zasiadają ludzie specjalizujący się w PZP, ale przecież Izba niejednokrotnie wchodzi w zawiłe kwestie z zakresu prawa cywilnego, handlowego, budowlanego. Izba rozstrzygała, czy oczyszczalnia ścieków spełnia wymogi normy PN-EN…., a nawet, czy jednostka notyfikowana prawidłowo prowadziła badania jakości jakiegoś produktu oferowanego przez wykonawcę.

To tylko KIO.

Strona niezadowolona może zaskarżyć jej rozstrzygniecie do sądu okręgowego. Czasem sprawa trafia nawet do Sądu Najwyższego.

Póki co trwam więc na reducie i bronię klauzuli zatrudnieniowej. Ku mojej wielkiej radości problem śmieciówek z zamówieniach publicznych doczekał się badań naukowych.

W Łodzi poznałem Panią Katarzynę Dudę, prawniczkę i doktorantkę politologii, która badała zjawisko outsourcingu w branży ochrony i czystości w instytucjach publicznych.

Pisałem na blogu o stawce 3,50 zł za godzinę pracy ochroniarza w toruńskim muzeum. To jest wierzchołek góry lodowej.

Praktyki opisane przez Panią Dudę wołają o pomstę do nieba. Raport w wersji elektronicznej jest do pobrania stąd.

Zachęcam do lektury.

Można oczywiście przyczepić się, że badania sfinansowała lewicowa organizacja, ale po pierwsze najważniejsza jest zawartość raportu, zwłaszcza postawiona diagnoza – nikt chyba nie zaprzeczy, że problem jest realny.

Po drugie, uważam, że w Polsce potrzebujemy takiej „klasycznej” lewicy uwrażliwiającej nas na problem ubóstwa.

Mam nadzieję, że Doktorantce uda się pogłębić te badania i wydać solidną naukową (a więc recenzowaną) publikację.

Wiem, że blog jest czytany przez pracowników UZP – dla Was, moi drodzy, jest to lektura obowiązkowa. System ZP nie może być opisywany jedynie przez prawników, ewentualnie ekonomistów. Konieczne jest spojrzenie także z perspektywy socjologii (socjologii prawa) i politologii.

Tyle jeżeli chodzi o Łódź. Kolejny wpis będzie poświęcony mojej wyprawie do Warszawy i szacowaniu wartości zamówienia.

A jeszcze następny (zapewne) o wrażeniach z konferencji w Białymstoku (26-27 czerwca).

 

{ 4 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Darek Czerwiec 28, 2017 o 23:33

Szkoda tylko, że nie zauważył Pan najważniejszego problemu, na który wskazuje doktryna unijnego prawa zamówień publicznych (dr P. Bogdanowicz, dr P. Nowicki), jak również sam Urząd Zamówień Publicznych (dyr. M. Olejarz, dr I. Fundowicz). Jest nim potencjalna niezgodność art. 29 ust. 3a ustawy Pzp z TFUE, przede wszystkim z art. 56, aczkolwiek tych zastrzeżeń można by wymienić więcej, w szczególności w kontekście orzeczeń w sprawie Ruffert czy RegioPost. Być może stało się tak dlatego, że nie uczestniczył Pan w drugim dniu konferencji w Białymstoku. A tam właśnie było to dyskutowane, w kuluarach potwierdziła również istnienie tego problemu dr A. Górczyńska. Na marginesie warto też podkreślić pewien błąd w Pańskim rozumowaniu – w przypadku prowadzenia działalności gospodarczej przez osobę fizyczną, a więc jednoosobowo, art. 29 ust. 3a jest spełniony, ponieważ osoba taka działa na zasadzie samozatrudnienia. Tak więc argument wskazany pod literą „a” jest nietrafiony. Natomiast argument z punktu „b” jak najbardziej zasługuje na podzielenie.

Odpowiedz

Maciej Lubiszewski Czerwiec 29, 2017 o 16:25

Drogi Panie Darku, zapewne nie zauważyłem wielu problemów związanych z funkcjonowaniem klauzuli zatrudnieniowej. Wątku niezgodności z prawem UE nie poruszyłem, gdyż nie pamiętam, aby wybrzmiał on w Łodzi.

Istotnie, nie było mnie drugiego dnia w Białymstoku. Umarł mój Tata i musiałem szybko wracać do Olsztyna. Nawet jednak gdybym tam był, to wpis opublikowałem na tydzień przed konferencją na UwB i naturalnie nie mógł on uwzględniać dyskusji białostockiej.

Co do argumentu „a”, to chyba doszło do nieporozumienia. Pisząc o „wykonawcach” prowadzących „jednoosobowe biznesy” miałem na myśli osoby, które faktycznie wykonują zamówienie, a nie stronę umowy z zamawiającym. Postaram się to poprawić.

To nie jest mój argument i nie przesądzam, czy jest słuszny czy też nie. Przytoczyłem go w grupie argumentów brzmiących racjonalnie, nad którymi warto się pochylić.

Odpowiedz

Darek Czerwiec 29, 2017 o 18:40

Panie Doktorze, bardzo mi przykro z powodu Pana Ojca. Nie chciałem tutaj wytykać Pańskiej nieobecności w sposób negatywny, po prostu był Pan aktywny pierwszego dnia, a akurat drugiego dnia Pana nie było – a dyskutowano kwestie klauzul społecznych. Temat zgodności z prawem UE akurat w Białymstoku poruszył dr Paweł Nowicki z Torunia, aczkolwiek wskazywał na stanowiska innych osób (wspomniany właśnie dr Piotr Bogdanowicz z Warszawy). Pozdrawiam Pana serdecznie.

Odpowiedz

Maciej Lubiszewski Lipiec 8, 2017 o 14:56

Dziękuję Panu.

Uznałem, że podam przyczynę mojej nieobecności, aby ktoś kto będzie czytał dyskusję pod wpisem nie uznał mnie za jakiegoś lawiranta.

W środowisku naukowym można trafić na takich, którzy wykazując swoją aktywność naukową wpisują konferencje, na których albo w ogóle nie byli, albo wygłosili referat po czym czmychnęli.

Nie akceptuję takich praktyk i chciałbym uniknąć choćby cienia podejrzenia, że sam się do takich uciekam.

Pozdrawiam ciepło
Maciej

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: