Spotkanie Prezes UZP z akademikami

Maciej Lubiszewski30 grudnia 2016Komentarze (0)

Na facebookowym profilu bloga zapowiedziałem, że wybieram się do Urzędu Zamówień Publicznych na spotkanie z Panią Prezes. Przyszedł czas na krótką relację.

wp_20161201_001

Wszyscy wiemy, że ostatnia „unijna” nowelizacja PZP jest prowizorką. U nas prowizorki mają długą tradycję (pisałem już kiedyś o moście Syreny?), więc całkiem poważnie rozważam przyzwyczajenie się do tych przepisów z „aa”.

Na przekór tym narodowym obyczajom Pani Stręciwilk przymierza się do opracowania całkiem nowej ustawy. Co więcej, zanim do tego opracowania ma dojść, chce poznać opinie uczestników rynku zamówień publicznych (planowane są spotkania z przedstawicielami wykonawców i zamawiających).

A co jest już zupełnie u nas niespotykane, Prezes postanowiła spotkać się z przedstawicielami środowisk naukowych, którym bliska jest problematyka zamówieniowa. Wcale nie jest takie oczywiste, że państwo, które wydaje ciężkie miliony na naukę, miałoby z dorobku tej nauki korzystać, prawda?

Na spotkaniu reprezentowane były ośrodki naukowe z Lublina, Krakowa, Katowic, Łodzi, Torunia, Gdańska, Olsztyna (to o mnie 🙂 ) i Białegostoku. Jeżeli jakieś miasto pominąłem to przepraszam.

Zapewne każdy z uczestników pamięta to spotkanie inaczej. Ja najlepiej pamiętam następujące elementy dyskusji dotyczącej:

  • kompleksowości przyszłej ustawy – w zasadzie wszyscy opowiedzieli się za zachowaniem status quo. Nikt nie uznał za sensowne rozbijania ustawy na odrębne akty, tak jak czyni to prawo unijne. Od siebie wskazałem, że takie rozbicie wymaga racjonalnego uzasadnienia. Poza tym byłoby to niekorzystne z punktu widzenia wykonawców, którzy startując w przetargach u różnych wykonawców (klasycznych, sektorowych i obronnych) musieliby stosować różne przepisy. To nie ułatwi im życia.
  • charakteru cywilno- czy administracyjnoprawnego regulacji zamówień publicznych – to jest spór, który rozpala niektórych akademików do białości. Zdaniem większości najtrafniej rzecz ujął dr Gordon z toruńskiego UMK: tam gdzie mamy relację zamawiający-wykonawca, tam króluje prawo cywilne; gdzie ustawodawca reguluje obowiązki zamawiającego – dostrzegalna jest metoda administracyjnoprawna. Od siebie dodałem, że niezależnie od tego, po której stronie się opowiemy, przepisy PZP nie będą czysto administracyjne, ani czysto cywilne. Nawet jeżeli opowiemy się za administracyjnoprawnym charakterem regulacji, musimy uważać, by nie skonstruować środków ochrony prawnej na modłę administracyjną. Tam dominują rozstrzygnięcia deklaratoryjne, podczas gdy obecnie sąd okręgowy ma uprawnienia reformatoryjne, tzn. może zmienić zaskarżone rozstrzygnięcie KIO. I niech tak pozostanie.
  • możliwości zaskarżania do KIO treści umowy w sprawie zamówienia publicznego – temat był zakreślony szerzej, ale dyskusja skupiła się właśnie na tym wątku. Zdaniem niektórych takiej możliwości nie ma lub być nie powinno. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że istotna część postanowień umowy to jednocześnie opis przedmiotu zamówienia – ten zaś może być zaskarżany do Krajowej Izby Odwoławczej.
  • systemu kontroli udzielania zamówień publicznych – przy czym Pani Prezes zastrzegła, że szeroko podchodzi do tego tematu widząc w nim również problematykę środków ochrony prawnej. I to mnie zachęciło do wyrażenia mojego poglądu (który niejednokrotnie wybrzmiał już na blogu). Uważam, że nieracjonalne jest utrzymywanie tak wysokiego progu pełnej ochrony prawnej wykonawców. Odwołanie powinno przysługiwać w każdym postępowaniu. Przypomniałem czasy, w których próg powyżej którego można było zaskarżać wszystko wynosił 60.000 EURO, czyli jedynie dwukrotność dzisiejszego progu stosowania ustawy! Poza tym uznałem, że w interesie systemu ZP, ale także samej KIO jest wzmocnienie kontroli sądowej Izby. Krokiem ku takiemu wzmocnieniu byłoby obniżenie opłaty (obecnie pięciokrotność wpisu od odwołania) oraz stworzenie wyspecjalizowanego sądu lub sądów. Czy to będzie jeden sąd (np. w Olsztynie lub w Toruniu 🙂 ) czy kilka to w gruncie rzeczy kwestia drugorzędna. Ważne, aby taki sąd w ogóle powstał.

Takie spotkania nie dają natychmiastowych, realnych efektów.

Nie o to tu chodziło.

Sądzę, że Urząd postanowił „policzyć szable” w szeregach naukowców i wybadać, na ile to środowisko chce i może (umie) wesprzeć UZP w przygotowywanej reformie systemu zamówień publicznych w Polsce.

O to, co z tego wyszło należy zapytać Urząd i jego Prezes.

 

Podczas niedawnej konferencji organizowanej w Krakowie przez Urząd Zamówień Publicznych, Uniwersytet Jagielloński i tamtejszą Regionalną Izbę Obrachunkową Pani Prezes UZP zaprezentowała najnowsze opracowanie Urzędu pt. Wzorcowe dokumenty.

wp_20161220_003

O ile główny tytuł może niejednego Czytelnika podekscytować, o tyle podtytuł wyjaśnia wszystko: „Plan sposobu wykonania zadań Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych określonych w art 154 pkt 10 ustawy Pzp w okresie od 1 listopada 2016 r. do 31 grudnia 2019 r.„

Emocje chłodzi zarówno słowo „plan„, jak końcowa data jego wykonania.

Byłem na tej konferencji (pochwalę się, że na zaproszenie Pani Stręciwilk), więc książeczka trafiła w moje ręce. W drodze powrotnej z Krakowa uważnie ją przeczytałem.

Oto moje przemyślenia.

Nie powinno się chwalić dnia przed zachodem słońca, ale wygląda na to, że w końcu Urząd poważnie zabrał się za temat dokumentów wzorcowych. To bardzo dobrze.

Rynek ich potrzebuje.

Opracowanie wzorcowych dokumentów może realizować dwa cele, które na pierwszy rzut oka moglibyśmy uznać za przeciwstawne:

a. standaryzację,

b. uruchomienie nietypowych i rzadko stosowanych rozwiązań oferowanych przez PZP.

Standaryzacja będzie polegała na „urawniłówce” – opracowaniu i upowszechnieniu modeli typowych, sztampowych, powtarzających się w tysiącach postępowań. Nie brzmi to zbyt atrakcyjnie, prawda? W każdym razie idzie nieco pod prąd aktualnych trendów. Przecież to tej sztampowości „zawdzięczamy” systemowe problemy zamówień publicznych: brak innowacyjności, buble i plajty.

Dlaczego więc piszę, że – moim zdaniem – rynek czeka na wzorcowe dokumenty?

Ponieważ uważam, że przy zamawianiu „sztampowych” dóbr (paliwo, artykuły biurowe, środki czystości etc.), typowe rozwiązania będą najlepsze. Po prostu tu się nie ma co silić na oryginalność.

Wzorcowe dokumenty ułatwią życie zamawiajacym, ale także – co piekielnie ważne – wykonawcom. W tysiącach postępowań prowadzonych w różnych częściach naszego pięknego kraju będą obowiązywały tak samo rozumiane i stosowane zasady. Wykonawca, który przebrnął przez przetarg w Krakowie, najprawdopodobniej poradzi sobie w Suwałkach i Szczecinie.

A co z tym drugim celem (b)?

Niektóre wzorcowe dokumenty mogą zachęcać zamawiających do wypróbowania rozwiązań, z których nigdy wcześniej nie korzystali, a które tkwią w ustawie niekiedy od lat.

Przykład?

Kto korzystał z umowy ramowej, ręka w górę! A dialog techniczny? A przetarg ograniczony z kryteriami selekcji? Konkurs? Negocjacje z ogłoszeniem?

Grono Czytelników jest spore, więc z pewnością jacyś śmiałkowie się znajdą. Ale głowę dam sobie uciąć, że wielu z Was nigdy z tych rozwiązań nie korzystało z następujących powodów (niepotrzebne skreślić):

  • nieprzydatność (chociaż tak naprawdę trudno ocenić przydatność danej konstrukcji, jeżeli jej się nie zna);
  • obawa przed zarzutami szefów, kontrolerów lub wykonawców;
  • obawa przed nowością;
  • ramowość regulacji ustawowej.

Nie mam zamiaru nikogo tu krytykować. Takie są polskie realia i tyle.

Wzorcowe dokumenty (np. zapowiadane dokumenty dotyczące dialogu technicznego lub umowy ramowej) dają nadzieję (bo przecież nie pewność – takim naiwniakiem to ja nie jestem) na „rozruszanie” tych mechanizmów. Wieszczę, że wielu przekona się do użyteczności dialogu lub umowy ramowej.

Teraz moje uwagi krytyczne.

Mam wrażenie, że najbardziej wyczekiwany dokument – tj. SIWZ – potraktowano po macoszemu. Pojawiła się na szarym końcu w kategorii „inne dokumenty„, do tego jako „kompleksowe specyfikacje i umowy„. Pachnie mi to niechęcią UZP do zajęcia się tym dokumentem.

Brakuje mi dokumentów dotyczących prowadzenia negocjacji w trybach negocjacyjnych, konkursu. To nie musi być regulamin – na początek wystarczy „schemat postępowania”, co zaproponowano przy partnerstwie innowacyjnym.

Natomiast nie widzę potrzeby przygotowywania zestawu dokumentów dotyczących środków ochrony prawnej.

Co więcej, widzę tu spore zagrożenie, ponieważ wykonawcy mogą uznać, że jak jest wzór, to odwołanie wniosą sobie sami, bez pomocy profesjonalisty. A przecież wzór jest tu najmniej istotny, liczy się treść pisma procesowego i dochowanie rygorów formalnych (przede wszystkim terminów).

Powyższe uwagi tym bardziej mają zastosowanie do postępowania sądowego par excellence, jakim jest postępowanie skargowe.

No i ten termin. Dokumenty mają zostać opracowane do 2019 r. Biorąc pod uwagę zamysł stworzenia nowej ustawy, która mogłaby wejść w drugiej połowie 2018 r., przyjęta data końcowa nie jest zbyt sensowna.

Ugoda na gruncie PZP

Robert Jaroszewski09 listopada 2016Komentarze (0)

Dla szukających odpowiedzi na temat ugód na gruncie PZP, jeden z ostatnich wyroków TSUE odnoszący się do ugody a szerzej, zmian umowy w tym ich istotności stwierdzający, że:

Artykuł 2 dyrektywy 2004/18/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 31 marca 2004 r. w sprawie koordynacji procedur udzielania zamówień publicznych na roboty budowlane, dostawy i usługi należy interpretować w ten sposób, że nie można wprowadzić istotnej zmiany do udzielonego już zamówienia publicznego nie wszczynając przy tym nowej procedury udzielania zamówień nawet wówczas, gdy ta zmiana stanowi, obiektywnie rzecz biorąc, rodzaj ugody obejmującej obopólne zrzeczenie się przez jej obie strony pewnych uprawnień, mające na celu zakończenie sporu, którego wynik jest niepewny, a który powstał wskutek trudności związanych z wykonaniem tego zamówienia. Inaczej byłoby tylko wówczas, gdyby w dokumentacji tego zamówienia przewidziane zostałoby uprawnienie do dostosowania, już po jego udzieleniu, jego pewnych, nawet istotnych, warunków, a także – szczegółowe warunki wykonania tego uprawnienia.

A tu źródło:

orzeczenie-c-549_14

Wizja (lokalna)

Robert Jaroszewski06 października 20162 komentarze

To już kolejny raz, kiedy w znanych mi sprawach zamawiający i wykonawca „idą na noże” w temacie zakresu umówionych prac do wykonania a wynikających z zawartej umowy w sprawie zamówienia publicznego.

O co chodzi?

Częstą klauzulą w praktyce wielu zamawiających jest zawieranie we wzorach umów, czy SIWZ postanowienia o (zalecanym/koniecznym) zapoznaniu się wykonawcy z terenem/nieruchomością/budynkiem/rozkładem pomieszczeń/lokalami etc. na/w których prace będą wykonywane.

Czy wykonawca zawierając umowę z tym terenem faktycznie się zapoznał?

Wielu z wykonawców łapie zamówieniowe kontrakty na odległość. SIWZ i towarzysząca mu dokumentacja wiszą na stronach zamawiającego i pozwalają przygotować ofertę bez oglądania się na miejsce wykonywanych prac.

Gdzieś tam w tle jest też ryczałtowe wynagrodzenie wykonawcy.

Jak to zbierzemy razem i się pokłócimy sporne bywa, czy owe postanowienie o zapoznaniu się wykonawcy niweluje to co dostrzegł (lub nie) oraz zrobił wykonawca po objęciu terenu we władanie w wyniku zawartej umowy.

Argumenty zamawiającego – nie jestem profesjonalistą i nie wiem co mnie może spotkać w związku z zamówieniem, ale mogłem pokazać a jeżeli nie widziałeś, to uczyniłeś to na swoją odpowiedzialność.

Argumenty wykonawcy – coś o nadużywaniu pozycji przez zamawiającego.

Czekając na wynik przypomnę, że od pewnego czasu mamy art. 9a PZP. Co prawda mojego dylematu nie rozwiązuje, ale przepis ten stanowi istotną pomoc, bo daje czas wykonawcy na należyte przygotowanie oferty i legalizuje wizję lokalną.

Obowiązki informacyjne po nowemu

Maciej Lubiszewski27 września 2016Komentarze (0)

Dziś myślę intensywnie o art 92 ust 1 PZP. Według mnie przywrócił on stare (oj, bardzo stare) zasady bieżącego informowania o czynnościach podejmowanych w toku postępowaniu.

W 2006 r. wprowadzono zasadę koncentracji środków ochrony prawnej i zobowiązano zamawiających do jednoczesnego informowania wykonawców o wyniku postępowania, odrzuceniach i wykluczeniach niezwłocznie po wyborze oferty.

Mocą nowelizacji A.D. 2016 usunięto z art 92 ust 1 wyrażenie „niezwłocznie po wyborze oferty najkorzystniejszej” – zostało samo „niezwłocznie„. Rozumiem to w ten sposób, że jeżeli zamawiający w toku badania ofert stwierdzi, że jeden z wykonawców podlega wykluczeniu (np. nie uzupełnił JEDZa), to delikwenta wyklucza i niezwłocznie (a więc  – na bieżąco) przekazuje stosowną informację.

Od momentu jej przesłania zaczyna biec termin na wniesienie odwołania do KIO.

Mamy tu więc dekoncentrację środków ochrony prawnej – może się okazać, że każdy z wykonawców będzie miał inny termin na wniesienie środków ochrony prawnej.

Ponadto, w przepisie pojawiło się wyrażenie „wszystkich wykonawców„. Tu zmiana może nie jest radykalna – przecież dotąd również informowano wszystkich wykonawców, którzy złożyli oferty. W kontekście wyżej omówionej zmiany trzeba jednak odnotować, że obecnie nawet informacje o charakterze indywidualnym (o wykluczeniu wykonawcy i odrzuceniu oferty) powinny być wysyłane na bieżąco do wszystkich wykonawców.