Czy da się wykluczyć pirata?

Maciej Lubiszewski08 grudnia 2015Komentarze (0)

Dzisiejszą poranną kawę sączyłem delektując się lekturą odezwy, która wczoraj znalazła się na stronie internetowej UZP.

Problem pirackiego oprogramowania jest zapewne niewiele młodszy od samego oprogramowania. Nie każdy użytkownik ma świadomość, że korzysta z nielegalnej wersji programu. Jak się okazuje, dotyczy to również zamawiających, którym przecież zdarza się kupić sprzęt komputerowy.

Wyczulenie zamawiających na ten problem zasługuje więc na pochwałę. Szczególnie, że w Autorzy dokumentu poszli o krok dalej i zaproponowali dwa rozwiązania.

Nie byłbym sobą, gdybym nie postanowił popastwić się trochę nad nimi 🙂 Propozycja idzie w dobrą stronę, ale jest niepełna, przez co nie nadaje się do zastosowania poprzez proste kopiuj-wklej. A na inne metody może zabraknąć zamawiającemu czasu i wytrwałości.

Pierwszym z zaproponowanych rozwiązań jest oświadczenie wykonawcy dołączane do oferty, zgodnie którym wykonanie zamówienia nie naruszy „praw własności intelektualnej żadnej osoby trzeciej”.

Tu mam dwa pytania: czy żądanie takiego oświadczenia jest dopuszczalne w świetle Rozporządzenia w sprawie rodzajów dokumentów? czy przywołane w oświadczeniu przepisy PZP (art 24.2.3 oraz art 24.2a) znajdą zastosowanie w sytuacji, kiedy okaże się, że programy są „lewe”?

Takie oświadczenie uznaję za tzw. dokument przedmiotowy, tj. przedkładany w celu potwierdzenia, że oferowane dostawy odpowiadają wymaganiom określonym przez zamawiającego (§ 6.1. Rozporządzenia). Katalog tych dokumentów jest otwarty, więc nie ma przeszkód, by takiego oświadczenia zażądać.

Dla świętego spokoju proponuję wprowadzić stosowne wymaganie do SIWZ. To dopełni konstrukcję z przywołanego wyżej § 6.1 (dokument ma potwierdzać wymaganie zamawiającego)

Art 24 ust. 2 pkt 3 PZP pasuje tu jak pięść do nosa. Dlaczego?

To proste, o tym, że programy są pirackie zamawiający dowie się już po ich dostawie, a więc na wykluczenie z postępowania będzie już za późno. Postępowanie zakończy się bowiem z chwilą wyboru oferty najkorzystniejszej.

Art 24 ust 2a już bardziej tu pasuje, choć przepis ten będzie działał na przyszłość i to tylko wówczas, gdy zamawiający przewidzi w tych „jutrzejszych” postępowaniach wykluczenie „dzisiejszych” piratów.

Gdyby komuś przyszło na myśl coś w stylu: „O, proszę, znowu wychodzi na to, że to PZP dziurawe niczym durszlak”, odpowiem – zadaniem PZP nie jest szczegółowe regulowanie etapu realizacji zamówienia.

To nas prowadzi do drugiego rozwiązania, którym jest propozycja wprowadzenia do umowy klauzuli zabezpieczającej dostawę legalnego oprogramowania.

Szkoda, że Autorzy „odezwy” nie wskazali użyteczności kar umownych i/lub zabezpieczenia należytego wykonania umowy. To drugie rozwiązanie służy przecież m.in. pokryciu roszczeń z tytułu rękojmi za wady.

Omawiany dokument z pewnością idzie w dobrą stronę – trochę żałuję, że Autorzy zrobili tylko pół kroku.

Drugi konkurs na drugą rocznicę

Maciej Lubiszewski07 grudnia 2015Komentarze (0)

Za parę dni będziemy obchodzili drugą rocznicę odwołania Pana Sadowego.

Z tej okazji Pani Premier ogłosiła konkurs na stanowisko Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych.

Przypomnę, że to już drugi konkurs. Pierwszy został ogłoszony przez Pana Premiera Tuska, ale Pani Premier Kopacz nie powołała zwycięzcy na stanowisko.

Mam nadzieję, że Pani Premier Szydło po to ogłasza konkurs, aby go rozstrzygnąć.

Trzymam kciuki.

 

Być jak wykonawca

Robert Jaroszewski03 grudnia 2015Komentarze (0)

Lubię wracać do podstaw, spraw, o których wszyscy już zapomnieli, albo do których zdążyli już się przyzwyczaić.

Dziś na warsztacie omyłki i błędy.

Na gruncie PZP sytuacja jest postawiona na głowie.

Ten odwrócony stan, oceniam względem przepisów Kodeksu cywilnego.

Cywilistyczny błąd opiera się na percepcji błądzącego. To on uznając, że działał w błędzie posiada środki do uchylenia się od skutków swojego działania. Jest to racjonalne i logiczne, gdyż jedynie osoba błądząca wie, że działała w błędzie. Błąd to ni mniej, ni więcej jak mylne wyobrażenie osoby o stanie rzeczy.

A jak to jest na gruncie PZP?

Przede wszystkim urodzaj regulacji.

Mamy błędy, oczywiste omyłki pisarskie, oczywiste omyłki rachunkowe i inne omyłki.

Kto decyduje o błędach i omyłkach wykonawcy: wykonawca – nie – zamawiający!

To zamawiający w art. 26 ust. 3 PZP wzywa wykonawców do uzupełnienia dokumentów zawierających błędy, to zamawiający w art. 87 ust. 2 poprawia omyłki, czy też odrzuca ofertę jak to ma miejsce w 89 ust. 1 pkt 6 PZP.

A zatem zamawiający „czyta w myślach” (i czynach) wykonawcy, by czasami ten odczyt mu zakomunikować – też na podstawie prawa – 87 ust. 2 in fine.

Ja zdaję sobie sprawę, że stoi za tym siła pragmatyzmu.

Do czego to jednak prowadzi?

Poczytajmy.

Moja ulubiona fraza to „niezamierzona niedokładność nasuwająca się każdemu, bez przeprowadzania dodatkowych ustaleń”.

Postępowania rzekomo bagatelne

Maciej Lubiszewski12 listopada 2015Komentarze (0)

Pamiętasz, jak krytykowałem podniesienie progu do 30.000 EURO?

Wciąż uważam, że był to ruch pod prąd potrzeb systemu zamówień publicznych w naszym kraju. O ile bowiem postępowania „ustawowe” wyglądają mniej-więcej tak samo, o tyle w postępowaniach „podprogowych” panuje wolna amerykanka – każdy zamawiający kopiuje wprawdzie rozwiązania znane z PZP, ale już rozumie je po swojemu.

Mój ulubiony klient od tygodnia w pocie czoła pracuje nad przygotowaniem oferty w jednym z takich postępowań.

Od tygodnia dostaję telefony lub e-maile treści „Czy tak może być?” albo „Czy za to mogą nas odrzucić?”.

I od tygodnia niezmiennie odpowiadam „gdyby to postępowanie było prowadzone na podstawie PZP to tak by nie mogło być” albo „w takiej sytuacji odrzucenie zaskarżylibyśmy do KIO, ale nie zaskarżymy” albo „ustawa nakazuje wezwać do uzupełnienia brakujących dokumentów, ale tu ustawy się nie stosuje” itd, itp.

A postępowania o wartości poniżej „progu bagatelności” miały być tak banalnie proste…

Nietypowy (?) konkurs

Maciej Lubiszewski10 listopada 2015Komentarze (0)

Z racji moich pozazawodowych zainteresowań czytuję sobie książki i pisma poświęcone przestrzeni publicznej. W najnowszym numerze Architektury trafiłem na ciekawy materiał poświęcony Europejskiemu Centrum Edukacji Geologicznej.

Nie zawracałbym Ci głowy pisaniem o swoim hobby, gdyby nie to, że otwierający tekst nosi tytuł „Nietypowy konkurs” i w istocie opisuje postępowanie prowadzące do udzielenia zamówienia publicznego.

Autor tego tekstu napisał: „Zgodnie z regulaminem konkursu, zaproszenie do negocjacji na temat szczegółowego opracowania koncepcji skierowano zarówno do autorów, którzy zdobyli pierwszą, jak i drugą nagrodę. Oceniano koszt przygotowania dokumentacji i parametry cieplne obiektu.” (pogrubienie pochodzi od Redakcji „Architektury”.

Konkurs przeprowadziła uczelnia (Uniwersytet Warszawski) wspólnie z warszawskim oddziałem SARP-u. Sądowi konkursowemu przewodził architekt, ale w jego skład weszli przedstawiciele UW.

Autorów dwóch najwyższej ocenionych koncepcji zaproszono do negocjacji bez ogłoszenia.

W wyniku negocjacji wybrano projekt, który w konkursie zajął drugie miejsce. Jego wykonanie pochłonęło 35 mln zł., co stanowiło i tak 1/3 kosztu wykonania zwycięskiego projektu.

Uderzyło mnie nazwanie tej procedury „nietypowym konkursem”.

Jest to przecież ścieżka uregulowana w PZP, tak często krytykowanej przez samych architektów.

Autor nie napisał, na czym – jego zdaniem – polega nietypowość konkursu. Jeżeli ma być to wada, ponieważ zamówienia nie otrzymał zwycięzca, to jestem gotów z takim stanowiskiem polemizować.

Po pierwsze, przyznanie drugiego miejsca też jest wyróżnieniem, nie jest więc tak, że ten drugi projekt został zdyskredytowany przez sąd konkursowy

Po drugie: zastaw się a postaw się? Nie zgadzam się z alternatywą: złoto albo nic. Udzielono zamówienia, które zostało nagrodzone (srebrem) przez sąd konkursowy i którego koszt realizacji mieści się w finansowych realiach naszego kraju.

Być może autor, pisząc o nietypowym konkursie zamierzał wyrazić zdziwienie, że oto stosując PZP doszło do przeprowadzenia konkursu architektonicznego z prawdziwego zdarzenia, a do tego jego wynik został zrealizowany.

Jeżeli takie były intencje Autora, to tu się z Nim zgadzam. Ale od siebie dodam, że jest to dowód na to, że problem z zamówieniami publicznymi częściej tkwi w praktyce stosowania ustawy, niż w jej treści.

PZP nie jest idealne, ale naprawdę daje sporo możliwości, które rzadko są wykorzystywane przez zamawiających. W konsekwencji, do niestandardowych potrzeb stosowane są standardowe rozwiązania. A jak się coś posypie, winna jest ustawa.