Przeczytałem…

Maciej Lubiszewski23 kwietnia 2015Komentarze (0)

Przeczytałem projekt nowego Prawa zamówień publicznych. Oto moje wrażenia z lektury.

Naiwnie sądziłem, że przy okazji implementacji dyrektyw poprawi się to i owo w tych regulacjach, które zostaną przeniesione do nowej ustawy.

Srodze się zawiodłem. Nici z zapowiadanego sądu ds. zamówień publicznych. Nici z ostatecznego oderwania KIO od Prezesa UZP. Nici z powrotu do trzyosobowego składu Izby.

Być może się mylę, ale najwyraźniej twórcy uznali, że przepiszą z PZP to, czego nie zmieniają dyrektywy, a nowości… przepiszą z dyrektyw.

W efekcie mamy produkt, w którym nie widać zbyt wiele wkładu intelektualnego. Nie chcę nikogo obrażać. Napisanie tego projektu z pewnością nie było zadaniem łatwym i wierzę, że osoby włożyły w to wiele wysiłku i zaangażowania.

To naprawdę byłby świetny punkt wyjścia do wielkiej i z pewnością pasjonującej debaty o nowym prawie.

Tyle, że na kilka miesięcy przed wyborami raczej nie będzie czasu na taką debatę.

Projekt przejdzie drobny lifting i trafi do laski. Na Wiejskiej nastąpi silne dopchnięcie kolanem, któremu będzie towarzyszyła retoryka w stylu: „byle zdążyć przed terminem implementacji, potem się poprawi”. Belweder klepnie i… się zobaczy.

Zalety projektu.

Podjęto próbę uporządkowania warunków udziału w postępowaniu. Przyda się tam kilka szlifów, ale wygląda to nieźle.

Rozbudowano przepisy odnoszące się do opisu przedmiotu zamówienia, co również oceniam pozytywnie, choć mam niedosyt co do zamówień na roboty budowlane.

Rozszerzono podstawy wniesienia odwołania poniżej progów – nareszcie!

Bardzo lekka regulacja zamówień poniżej progów z tak długo oczekiwanym przeze mnie zwrotem: „zamawiający nie ma obowiązku stosowania ustawy w zakresie…” zamiast niepotrzebnie sztywnego „nie stosuje się”.

Wady (późno już, więc tylko dwa aspekty).

Struktura aktu – niby powielono PZP, ale chyba niepotrzebnie silono się na oryginalność i miejscami wyszedł bigos.

Normy dotyczące poszczególnych trybów porozrzucano po różnych miejscach ustawy.

Słowniczek to dopiero art. 12.

Bóg raczy wiedzieć, po co wprowadzono rozdział pt. „Monitorowanie systemu zamówień publicznych”.

Warstwa językowa to dramat. Czasem trącący komedią (odwołanie w postaci papierowej, podpisane własnoręcznym podpisem, albo rażąco niska oferta), ale generalnie daleki od poprawnej legislacji.

To wszystko podlane gęstym sosem brukselskiej nowomowy w wersji nadwiślańskiej (czytaj: świętszej od papieża) – interoperacyjność, równość i niedyskryminacja, innowacyjność, partnerstwo, konsultacje…

Kończę na dziś. Być może wrócę jeszcze do tematu.

 

 

 

Będzie się działo

Robert Jaroszewski22 kwietnia 2015Komentarze (0)

Huknęło wczoraj nowościami.

UZP  zawiesił na swoich stronach projekty nowych ustaw, to jest Prawa zamówień publicznych i ustawy o umowach koncesji na roboty budowlane lub usługi.

Zamieszczam oba projekty w wersjach UZP, celem szybkiego dostępu i  komentowania, pewnie w większości krytycznego…

Co tam, grunt, że będzie się działo.

O sile drzemiącej w zasadach

Robert Jaroszewski08 kwietnia 20152 komentarze

Są takie chwile, kiedy nieoczekiwanie przydają się przepisy o randze zasad.

Zajmowałem się ostatnio wnioskiem wykonawcy o wydłużenie terminu do uzupełnienia dokumentu, jaki ten złożył do zamawiającego z własnej inicjatywy.

Przyczyny podane we wniosku nie były wymyślone, ot niedowład decyzyjny po stronie reprezentantów wykonawcy.

Przekonał mnie ten wykonawca, jednak osoby prowadzącej postępowanie już nie.

W imię zasad.

Zamawiający podparł się zasadą równego traktowania i nie wydłużył terminu.

Uznał, że jeden termin zakreślił wszystkim tym, kogo wzywał i od każdego będzie wymagał w taki sam i równy sposób.

W podobny sposób przygadało też kiedyś KIO innemu wykonawcy (KIO 1393/13): podkreślić należy, że zamawiający obowiązany jest również kierować się zasadą szybkości postępowania o udzielenie zamówienia publicznego, zatem nie może dostosowywać terminów na uzupełnienie dokumentów do potrzeb konkretnego wykonawcy, gdyż naruszałoby to zasadę równego traktowania wykonawców (art. 7 ust. 1 ustawy).

Przy okazji i ja dowiedziałem się o niepisanej zasadzie szybkości postępowania. Spisano ją bowiem, jedynie do postępowania odwoławczego.

…tylko, że w 2014 r. nie było Prezesa UZP.

Gazeta Prawna o podniesieniu progu

Maciej Lubiszewski18 marca 2015Komentarze (0)

Wczoraj przed południem zadzwonił do mnie Pan Redaktor Sławomir Wikariak z Dziennika Gazety Prawnej z pytaniem, jak oceniam podniesienie progu stosowania ustawy.

Skrajnie negatywnie – odparłem.

Opowiedziałem mu o piśmie, które swego czasu wystosowałem do Posła Szejnfelda i zawartych w nich obawach, o tym, że podniesienie progu wcale nie musi służyć wykonawcom, jak niektórzy argumentowali, o tym, że niektórzy zamawiający w zasadzie „wypadli” z ustawy, ponieważ nie wydają więcej niż 150.000 brutto na jeden zakup.

Powiedziałem też o problemach zamawiających, którzy działając w dobrej wierze ogłaszają swoje podprogowe zamówienia w BZP (jako ogłoszenia nieobowiązkowe), ale okazuje się, że szablon operuje siatką pojęć z PZP.

W konsekwencji muszą więc ogłaszać np. przetarg nieograniczony, muszą udostępniać SIWZ etc.

Pan Redaktor cierpliwie wysłuchał, po czym zechciał niektóre moje twierdzenia opublikować w dzisiejszym wydaniu Dziennika Gazety Prawnej (tj. z 18 marca).

Tekst jest pewnym podsumowaniem pierwszego roku z nowym progiem – ustawa podnosząca tę wartość nosi datę 14.03.2014 r., zaś weszła w życie 16.04.2014 r.

Jeżeli znajdziesz czas i będziesz akurat miał dostęp to tego wydania (np. przez internet) – zerknij.