Lodówka – rzecz w sam raz na lato

Robert Jaroszewski26 czerwca 2015Komentarze (0)

Zapytała mnie nasza stała czytelniczka, czy jednostka sektora finansów publicznych, może kupić lodówkę na potrzeby pracowników.

To nie był żart.

Ja się domyślam, co społeczeństwo myśli o urzędnikach, ale my mamy XXI wiek, lodówka nie jest niczym nadzwyczajnym w obecnym stanie techniki a w urzędach pracują też ludzie. Co innego, gdyby zakup miał dotyczyć lodówek w każdym urzędowym pokoju. Tu bym się zastanawiał.

Przypadek ten uzmysłowił mi jeden ważny aspekt w życiu „zamówieniowca”.

Kadra osób trudniących się zamówieniami w Polsce oprócz PZP, musi dzielnie czuwać nie tylko nad zgodnością zakupów z PZP, ale też nad celowością tych wydatków. No oczywiście znajomość kilku innych przepisów także by się przydała, przede wszystkim ustawy o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych.

Wracając do finansów publicznych.

Mamy taki krótki, aczkolwiek bardzo treściwy przepis (ustęp) ustawy o finansach publicznych, który zawsze trzeba mieć na uwadze.

Zgodnie z art. 44 ust. 3 ustawy o finansach, wydatki publiczne powinny być dokonywane:

1) w sposób celowy i oszczędny, z zachowaniem zasad:

a) uzyskiwania najlepszych efektów z danych nakładów,

b) optymalnego doboru metod i środków służących osiągnięciu założonych celów;

2) w sposób umożliwiający terminową realizację zadań;

3) w wysokości i terminach wynikających z wcześniej zaciągniętych zobowiązań.

JST mają swój przepis (art. 254), tu w pkt 3 i 4 postanowiono, że:

3) dokonywanie wydatków następuje w granicach kwot określonych w planie finansowym, z uwzględnieniem prawidłowo dokonanych przeniesień i zgodnie z planowanym przeznaczeniem, w sposób celowy i oszczędny, z zachowaniem zasady uzyskiwania najlepszych efektów z danych nakładów;

4) zlecanie zadań powinno następować na zasadzie wyboru najkorzystniejszej oferty, z uwzględnieniem przepisów o zamówieniach publicznych.

A zatem, zakup tej lodówki nie podważy generalnych zasad gospodarki finansowej jednostki. Oczywiście, możemy dostać się pod czujne oko audytora, ale nasza lodówka przecież nie musi mieć kostkarki do lodu na zewnątrz…

Konfederacja Lewiatan przedstawiła uwagi do projektu nowego PZP.

Projekt w opinii Lewiatana jest nieczytelny, ale opinia Lewiatana jak najbardziej czytelna.

Coraz głośniej słychać głosy, że projekt w zakładanym rozmiarze nie przejdzie w tej kadencji parlamentu. Moim zdaniem najgorszym rozwiązaniem jest pomysł protezy implementującej do obecnej ustawy jedynie przepisy nowych dyrektyw, o czym zaczyna się mówić.

Jakiś czas temu, Redaktor Wikariak poprosił mnie o skomentowanie tego orzeczenia Krajowej Izby Odwoławczej. Sprawa wydała mi się ciekawa, więc się podjąłem.

Efektem jest mój komentarz towarzyszący obszerniejszemu tekstowi autorstwa Pana Sławomira Wikariaka (Dziennik Gazeta Prawna z 28.05.2015 r.):

WP_20150528_006

Tak naprawdę tekst, który wysłałem Redakcji był znacznie dłuższy. Umówiliśmy się jednak, że Dziennik weźmie sobie z tego, co chce, a całość wrzucę na bloga.

Co niniejszym czynię. Zapraszam do pobrania i lektury: Podwójna natura próbki

Zajrzałem do swojego ogródka w projekcie nowej ustawy, w końcu już maj.

Chodzi o zamawianie usług prawniczych.

Wniosek na obecnym etapie prac nad projektem jest taki, że usługi prawnicze jeszcze bardziej dotknie konkurencja, choćby z uwagi na likwidację usług niepriorytetowych. Nie będzie więc już można pójść uproszczoną ścieżką na podobieństwo obecnej regulacji z art. 5 ust. 1 PZP. Wyłączenia dotyczyć będą doradztwa i zastępstwa procesowego w postępowaniach arbitrażowym lub pojednawczym, przed sądami i trybunałami; pewnych czynności notariuszy, a także pełnomocników z urzędu i (ciekawe jak to się przyjmie w praktyce) – usług związanych z wykonywaniem władzy publicznej…

Największe zlecenia (o wartości równej lub przekraczającej 750.000 euro) podpadły pod kategorię „usług społecznych„, objętych uproszczonym sposobem udzielania, a najmniejsze będą musiały zmieścić się w progu stosowania ustawy, który według projektu jest wyrażony w złotych (a nie jak dotychczas w euro), a dokładnie 127.000 zł.

To wszystko oczywiście za sprawą najnowszej dyrektywy klasycznej, zgodnie z którą:

Niektóre usługi prawne są świadczone przez usługodawców wyznaczonych przez sąd lub trybunał danego państwa członkowskiego, obejmują reprezentowanie klientów w postępowaniu sądowym przez prawników, muszą być świadczone przez notariuszy lub są związane z wykonywaniem czynności urzędowych. Takie usługi prawne są zazwyczaj świadczone przez podmioty lub osoby fizyczne wyznaczone lub wybrane w sposób, który nie może być regulowany przepisami dotyczącymi zamówień; tak może być np. w przypadku wyznaczania prokuratorów w niektórych państwach członkowskich. Usługi takie powinny zatem być wyłączone z zakresu stosowania niniejszej dyrektywy.

Zgodnie też z dyrektywą:

Niektóre usługi prawne odnoszą się tylko do kwestii dotyczących wyłącznie prawa krajowego, w związku z czym są zazwyczaj oferowane tylko przez podmioty z siedzibą w danym państwie członkowskim, a co za tym idzie także mają ograniczony wymiar transgraniczny. W związku z tym usługi te powinny być objęte łagodniejszym reżimem dopiero od progu 750 000 EUR. Duże zamówienia na usługi prawne powyżej tego progu mogą być przedmiotem zainteresowania różnych wykonawców, takich jak międzynarodowe firmy prawnicze, również w ujęciu transgranicznym, w szczególności gdy zamówienia te dotyczą kwestii prawnych wynikających z prawa Unii lub innego prawa międzynarodowego albo kwestii prawnych, których tło stanowi prawo Unii lub inne prawo międzynarodowe, albo też kwestii prawnych dotyczących więcej niż jednego kraju.

Sobota czyli poniedziałek – cd.

Maciej Lubiszewski30 kwietnia 2015Komentarze (1)

Jakiś czas temu napisałem o ciekawej metodzie liczenia terminów do wniesienia odwołania. Jeżeli termin ten przypadał na sobotę, to odwołanie można było wnieść w poniedziałek.

Taką – jakże liberalną – wizję roztoczył nie byle kto, bo Wiceprezes UZP.

Sformułowałem wówczas pewne wątpliwości co do tego pomysłu. Napisałem wręcz, że poczekam na pionierów i zobaczę co na to KIO.

Kilka dni temu rozmawiałem z kimś.

Z kim?

Nie zdradzę. Chyba że na torturach.

Z wiarygodnego źródła wiem, że KIO zdecydowała, iż pozostaje przy dotychczasowych regułach liczenia terminów…. do czasu zanegowania tych reguł przez sąd okręgowy.

Nie lubię dotychczasowych reguł. Terminy są i tak zbyt krótkie.

Ale podoba mi się stanowisko KIO.

W państwie prawa (nie śmiej się!) sprawy tego typu powinny być załatwiane przez ustawodawcę lub przez sąd. Ale nie przez Wiceprezesa UZP. Piszę to mimo wielkiego szacunku i sympatii dla Pana Dariusza Piasty.

Żałuję tylko, że stanowisko KIO nie zostało upublicznione.

Sprawa pachnie klinczem podobnym do sporu o udostępnianie wiedzy i doświadczenia przez podmiot trzeci.

Liczę, że przy pierwszej nadarzającej się okazji, Prezes UZP (którego nie ma) zaskarży stosowne rozstrzygniecie Izby a sąd okręgowy (a jak trzeba to i Najwyższy) sprawę rozstrzygnie.

Tyle, że do tego potrzeba śmiałka, który wniesie odwołanie w poniedziałek zamiast w piątek.

Mi jakoś szkoda wpisu…