Ile cukru w cukrze

Robert Jaroszewski11 marca 2015Komentarze (1)

Maciej w ostatnich wpisach podjął temat narodzin nowej ustawy, sygnalizując m.in. kwestie techniki legislacyjnej, jaka zostanie przyjęta pod podwaliny regulacji.

Przypominam, że całkiem pokaźny kawałek zamówieniowego tortu, zawarty jest w innych niż Prawo zamówień publicznych ustawach. Obszar uregulowany poza PZP dotyczy często konstrukcji kojarzonych jedynie z PZP, ot taka SIWZ.

Jak ma wyglądać SIWZ reguluje art. 36 PZP, ale także art. 6d ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, art. 21 ustawy o publicznym transporcie zbiorowym, czy art. 10 ustawy o drogowych spółkach specjalnego przeznaczenia A to tylko wariacje na temat SIWZ. Taka ustawa o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej, zawiera cały rozdział (choć to tylko cztery przepisy), na temat udzielania zamówień na dostawy lub usługi z zakresu działalności kulturalnej.

Planując to nowe dziecko, być może kodeks, warto mieć na uwadze, że większość artykułowych banitów, wygnanych poza PZP, z trudem broni specyfika materii poszczególnych ustaw. To raczej takie ustawowe superfluum, jak mawiają prawnicy. Jak bardzo istotne prawnie jest np. to, że wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego, przeprowadzając postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego, którego przedmiotem są pojazdy do przeprowadzania praktycznej części egzaminu na prawo jazdy przygotowując specyfikację istotnych warunków zamówienia lub powołując komisję przetargową, włączają do prac przedstawicieli regionalnych organizacji zrzeszających ośrodki szkolenia kierowców, na ich wniosek, a w razie braku takich organizacji – przedstawicieli ogólnopolskich organizacji zrzeszających ośrodki szkolenia kierowców, wyrażających wolę wzięcia udziału w postępowaniu (art. 53 ust. 5 ustawy o kierujących pojazdami)…

Podobnie w ustawie o utrzymaniu czystości wójt określa w specyfikacji istotnych warunków zamówienia w szczególności: obowiązek prowadzenia dokumentacji związanej z działalnością objętą zamówieniem (choć ewidencja odpadów wynika z ustawy o odpadach), czy szczegółowe wymagania stawiane przedsiębiorcom odbierającym odpady komunalne od właścicieli nieruchomości (no po to przecież jest SIWZ aby określić szczegółowe wymagania).

Naprawdę ciekaw jestem, co nam tu czas pokaże.

Sobota czyli poniedziałek (?)

Maciej Lubiszewski05 marca 2015Komentarze (1)

Dziś UZP opublikował na swojej stronie internetowej odpowiedź wiceprezesa Dariusza Piasty na interpelację poselską dotyczącą terminu wniesienia odwołania.

Z odpowiedzi wynika, iż jeżeli ostatni dzień terminu upływa w sobotę, to termin ten kończy się następnego dnia roboczego, czyli w poniedziałek.

Pan Wiceprezes powołał się na rozporządzenie unijne dotyczące zasad obliczania okresów, dat i terminów z 1971 r., do którego odwołują się dyrektywy zamówieniowe z 2004 r. Akt ten zrównuje soboty z niedzielami i innymi dniami ustawowo wolnymi od pracy.

Teza, że termin kończący się w sobotę automatycznie przedłuża się do poniedziałku jest bardzo atrakcyjna. Z wielką ochotą wziąłbym się za jej stosowanie – weekend na dopracowanie odwołania to kupa czasu.

Ryzyko jest jednak zbyt duże.

Po pierwsze, KIO pochodzi do sprawy „po polsku„, a nie po „brukselsku” – por. postanowienie Izby w sprawie 430/12.

Po drugie, nie mam pewności, czy regulacje unijne mają takie proste przełożenie na postępowania krajowe (do progów unijnych).

O ile w postępowaniach krajowych łatwo zastosować wykładnię „implementacyjną” (przepisy polskie stanowią implementację prawa unijnego i powinny być rozumiane zgodnie z prawem unijnym), o tyle w postępowaniach krajowych wykładnia „prounijna” nie jest już tak oczywista.

Poczekam więc na śmiałków, sam nie będę pchał się przed szereg.

Jakiś czas temu wpadł mi w ręce dokument Urzędu Zamówień Publicznych o przydługim tytule: „Informacja o koncepcji wdrożenia przepisów dyrektyw z zakresu zamówień publicznych”.

Jakby nie można było tego nazwać po prostu „Koncepcja wdrożenia dyrektyw z zakresu zamówień publicznych”…

Dokument liczy sobie 32 strony i nie zamierzam go streszczać.

Wybrałem kilka aspektów, które – moim skromnym zdaniem – zasługują na komentarz.

Po pierwsze UZP zakłada likwidację dwóch popularnych w Polsce trybów: zapytania o cenę i zamówienia z wolnej ręki.

Ja za nimi płakał nie będę. Jeżeli ustawodawca faktycznie uelastyczni procedurę krajową, brak tych trybów nie powinien utrudnić życia zamawiającym.

Po drugie, ma powstać coś, co niby już znamy, ale w praktyce działa to tak, jak oferty w formie elektronicznej z bezpiecznym podpisem – czyli…nie działa.

Mowa o profilu nabywcy.

Każdy zamawiający założy sobie taki profil i będzie tam umieszczał ogłoszenia, dokumenty zamówienia, pytania i wyjaśnienia, informacje o zmianach etc. Czyli coś podobnego do dzisiejszej strony internetowej zamawiającego.

Jest jednak fundamentalna różnica.

Profil nabywcy ma umożliwiać składanie ofert. Tak tak. Idzie nowe, drodzy państwo! Oferty papierowe mają trafić do lamusa. Będzie okres przejściowy, ale docelowo oferty mają być składane via profil nabywcy.

Po trzecie, twórcy koncepcji chcą, by w odniesieniu do postępowań krajowych ustawa zawierała tylko podstawowe regulacje, np.: ogłoszenia + środki komunikacji elektronicznej, szacowanie wartości i opis przedmiotu zamówienia, warunki udziału w postępowaniu, kryteria, dokumentowanie postępowania, podstawy odrzucenia, umowy.

W ramach tych regulacji zamawiający będzie miał prawo swobodnie kształtować postępowanie. Ważne, by reguły były jasne i znane wszystkim zainteresowanym.

Podoba mi się ten pomysł, ale muszę poczynić tu następujące uwagi:

  • może to niektórych zaskoczy, ale dziś też tak jest: procedura unijna jest procedurą pełną, zaś procedura krajowa daje pewną swobodę zamawiającemu (wadium, komisja, dokumenty). Mimo to, wielu zamawiających nie czuje tej swobody. Wiele więc zależy od tego, w jaki sposób ten pomysł zostanie przekuty na język prawny. Mam tu sporo obaw.
  • gdyby miało być tak, że procedury krajowe są tak elastyczne, jak – powiedzmy – dzisiejsze zamówienia na usługi priorytetowe, wówczas nie widzę sensu utrzymywania progu stosowania ustawy na poziomie 30.0000 EURO. Powinien on wrócić do dawnego poziomu, a może zejść jeszcze niżej (3.000, 6.000, pamiętacie?). Lekka regulacja przy niskim progu? Jestem za!
  • skoro regulacja ma być lekka, ramowa, to szczególnego znaczenia nabiera rola dokumentów wzorcowych. Z całym szacunkiem, ale Pani Krystyna z Wólki, czy Pan Roman z Brzozowa mogą sobie nie poradzić z ową ramowością. Dla wielu pracowników zamawiającego zamówienia publiczne są dodatkowym (a nie jedynym) zadaniem – oni po prostu nie mają czasu i kompetencji do tworzenia swoich regulacji od zera. Prezes UZP powinien dać im możliwość skorzystania z pewnych wzorów.

Po czwarte, niezwykle ważną zapowiedzią jest zlikwidowanie karygodnego ograniczenia możliwości wniesienia odwołania w procedurach krajowych. Miejmy nadzieję, że pod rządami nowej ustawy każda czynność/zaniechanie zamawiającego będzie zaskarżalna do KIO.

Po piąte, w dokumencie poruszona kilka istotnych kwestii instytucjonalnych:

  • przywrócenie kadencyjności Prezesa UZP – nie wiem, czy to jest ruch w dobrą stronę. Nie boli mnie fakt, że „centralny organ administracji rządowej” jest pod kontrolą Premiera. Większym problemem jest to, co się dzisiaj wyprawia (nie powołanie Prezesa mimo zakończonego konkursu), a kadencyjność tego problemu nie zlikwiduje.
  • oddzielenie UZP od KIO. Dzisiejszy stan woła o pomstę do nieba, głównie z tego względu, że jest on konfliktogenny, czego przykładem była relacja KIO-Sadowy.

Po szóste, zmiany mają dotyczyć środków ochrony prawnej. W zakresie odwołań planowana jest zmiana, o której już pisałem (pełna ochrona w postępowaniach krajowych). Ponadto termin na wniesienie odwołania nie będzie już uzależniony od wartości zamówienia, co również było kuriozalne.

Bardzo ważną zmianą będzie utworzenie sądu ds. zamówień publicznych (ewentualnie jakiegoś wydziału – pewnie w Wawie). Twórczość niektórych sądów okręgowych jest tak radosna, że chce się wyć.

Jak znajdę czas, opiszę wyrok sądu w Łomży. Już teraz jednak zdradzę, że po lekturze tego orzeczenia chyba już wiem, czym jest łomżing 🙂

Jakiś czas temu zapadła decyzja, że implementacja nowych dyrektyw nastąpi w drodze uchwalenia nowej ustawy.

Zamiast nowelizacji Prawa zamówień publicznych, nasz ustawodawca zafunduje nam ustawę o systemie zamówień publicznych.

Sama metoda implementacji nie budzi we mnie jakichś szczególnych emocji – w sumie jest to sprawa techniczna.

Dziwi mnie natomiast zaproponowany przez UZP tytuł nowej ustawy. Sugeruje on, że ustawa będzie regulowała jedynie wycinek materii uregulowanej dotychczas w PZP.

Osobiście stawiałem na Kodeks zamówień publicznych, po którym byłaby już tylko Konstytucja zamówień publicznych 🙂

Trochę rozumiem kłopot Autorów: nowa ustawa powinna jakoś odróżniać się od ustaw poprzednio obowiązujących. Nowy tytuł od razu wskazuje, że dzieło jest nowe.

Jednak lektura „Informacji o koncepcji wdrożenia przepisów dyrektyw z zakresu zamówień publicznych” pozwala mniemać, że w istocie będzie to odgrzewany kotlet. Zmienią się naturalnie pewne reguły postępowania, ale będą one wisiały na tym samym szkielecie (podmiot zobowiązany, podmiot obiegający się, wyłączenia, zasady postępowania, tryby, środki ochrony prawnej, kontrola, Prezes, KIO i sąd).

Nie jestem więc pewien, czy zmiana tytułu ustawy jest konieczna i uzasadniona.

Tym bardziej, że nowa ustawa może przecież nosić taki sam tytuł, jak stara.

Kto ma wątpliwości, niech prześledzi losy ustaw o finansach publicznych.

Planuję jeszcze co najmniej jeden wpis poświęcony koncepcji nowej ustawy, być może ukaże się jeszcze dziś.

O odrzuceniu/wykluczeniu na skróty

Maciej Lubiszewski27 lutego 2015Komentarze (0)

Zarówno u mnie, jak i u Roberta sporo się dzieje.

Blog musiał ustąpić miejsca sprawom istotniejszym – i to nie tylko zawodowym. W tym czasie gwałtownie wzrosła liczba „lajków” naszego fanpage’a na FB.

Fanów przybywa, a „artyści” milczą 😉 Jak mawiają: noblesse oblige!

W ubiegłym tygodniu pracowałem nad odwołaniem w dość ciekawej sprawie. Odwołanie poszło. Przystąpienie przeciwko konkurentowi poszło.

Można odsapnąć czekając na termin rozprawy. O sprawie nie będę teraz pisał szczegółowo – wrócę do tematu po wyroku KIO.

Główkowałem trochę nad takim oto zagadnieniem: czy sam brak jakiegoś dokumentu (przedmiotowego lub podmiotowego) może stanowić wystarczającą podstawę do odrzucenia oferty lub wykluczenia z postępowania.

Przerzuciłem trochę materiałów i odnoszę wrażenie, że wielu zamawiających chodzi troszkę na skróty. Najczęściej wystarczał zbieg następujących okoliczności: a. zamawiający żądał dokumentu, b. wykonawca nie dołączył dokumentu do oferty, c. zamawiający wezwał do uzupełnienia, d. wykonawca nie uzupełnił lub uzupełnił, ale nie to, czego oczekiwał zamawiający.

I pozamiatane:  zamawiający odrzuca lub wyklucza.

Tyle, że jeżeli czytam pismo od zamawiającego w stylu: oferta została odrzucona na podstawie art 89.1.2. PZP ze względu na brak dokumentu x, to brakuje mi tu kwestii kluczowej.

Dlaczego zamawiający nie napisał, na czym polega „nieodpowiedniość treści oferty z SIWZ„, która przecież stanowi podstawę do odrzucenia?

Zaryzykuję. Pewnie wielu Czytelnikom podpadnę. Być może liczba „lajków” spadnie…

Nie napisał, ponieważ nawet się nad tym nie zastanowił.

A przecież art 26.3 PZP nie określa konsekwencji nie uzupełnienia dokumentów. A już na pewno nie nakazuje odrzucenia oferty lub wykluczenia z postępowania.

A przecież art 24 nie przewiduje wykluczenia z postępowania wykonawcy, który nie złożył dokumentu podmiotowego.

A przecież art 89 nie przewiduje odrzucenia oferty ze względu na brak dokumentu przedmiotowego.

Wyjątkiem jest – wprowadzony ostatnią nowelą – obowiązek odrzucenia oferty w przypadku, gdy wykonawca nie złożył wyjaśnień dotyczących rażąco niskiej ceny. Tak! Tu odrzucenie nie następuje ze względu na rażąco niską cenę, lecz właśnie na brak wyjaśnień. Ale na to jest wyraźny przepis!

O konsekwencjach (negatywnych dla wykonawców) takich skrótów myślowych jeszcze napiszę.

Naturalnie zapraszam do komentarzy.