Skok w XXI wiek

Maciej Lubiszewski16 marca 2020Komentarze (0)

Kilka dni temu pisałem, że warto wykorzystać epidemię i dać zamawiajacym podkładkę, dzięki której odważyliby się otwierać oferty korzystajac z transmisji on-line. Tu jest link to tamtego wpisu.

I proszę.

Dziś UZP taką podkładkę przygotował.

Co wiecej, jest ona tak napisana, że – mam nadzieję – zrodzi sie stała praktyka relacjonowania otwarcia ofert w internecie.

Tak oto wirus sprawił, że zrobiliśmy kolejny krok w kierunku informatyzacji zamówień publicznych.

I to bez platoform, bezpiecznych podpisów, szyfrowania.

Brawo!

Maciej Lubiszewski

Na forach pojawia się coraz więcej pytań o wpływ koronawirusa na procedurę udzielania zamówień publicznych. Większość zagadnień ogniskuje sie wokół otwarcia ofert, ponieważ to jest czynność, w której należy zapewnić każdemu możliwość osobistego w niej udziału.

Przede wszystkim spec ustawa niewiele nam tu pomoże. Owszem jest tam art. 6 dotyczący zamówień publicznych, lecz jego celem jest wyłaczenie stosowania PZP wobec zamówień na “towary” (czy to jest pojęcie węższe niż dostawy, czy mi się tylko wydaje?) lub usługi niezbędne do walki z zarazą i to jeszcze pod pewnymi warunkami:

  • jeżeli zachodzi wysokie prawdopodobieństwo szybkiego i niekontrolowanego rozprzestrzeniania się choroby lub
  • jeżeli wymaga tego ochrona zdrowia publicznego.

W takich przypadkach zakup dokonywany jest z pominięciem PZP, w grę wejdzie zapewne wewnętrzny regulamin, chociaż i on może być odłożony na półkę, gdyby np. miał opóźnić nabycie jakiegoś leku.

W pozostałych przypadkach wciąż jesteśmy skazani na PZP, a ustawa nie przewiduje żadnego odstępstwa od jawnego otwarcia ofert.

Utarło się, że jawne otwarcie ofert skutkuje koniecznością zapewnienia wszystkim zainteresowanym bezpośredniego udziału w sesji otwarcia. A skoro tak, to konieczne jest spotkanie oko w oko.

W efekcie otwarcie ofert może przyczynić się do szerzenia wirusa.

Jakie są możliwe wyjścia z tej sytuacji?

  1. przedłużyć termin składania i otwarcia ofert modląc się o wymarcie tych gadzich mikrobów – rozwiązanie dobre, o ile ma się czas;
  2. zorganizować standardową sesję, zachowując jednak szczególne środki ostrożności: otwarcia nie musi dokonywać cała komisja, wykonawców można oddalić lub odgrodzić od przedstawicieli zamawiającego i od siebie nawzajem – rozwiązanie kiepskie, ponieważ nie zapobiegnie zarażeniom, poza tym siedziba zamawiajacego może być tego dnia zamknięta;
  3. zorganizować transmisję online z otwarcia ofert – rozwiązanie dobre, o ile nie trafi się na złośliwca, który będzie zarzucał brak możliwości bezpośredniego udziału w sesji.

Moim skromnym zdaniem koronawirus jest dobrym okresem, aby wejść w XXI wiek i odłożyć do muzeum nożyk do otwierania kopert. Ustawa przewiduje wymóg jawności (o bezpośredniości udziału w sesji otwarcia nie ma w niej mowy), który powinno się interpretować w świelte warunków dnia dzisiejszego, a nie według stanu na 1994 r.

Moje zdanie jest jednak zbyt skromne, może warto byłoby wypracować stanowisko UZP, KIO, Ministerstwa Rozwoju, które byłoby dobrą podkładką dla zamawiających, którzy mają prawo troszczć się o zdrowie swoich pracowników.

Maciej Lubiszewski

W poniedziałek byłem w Warszawie na konferencji organizowanej przez Profesora Ryszarda Szostaka i Wydawnictwo Beck. Jest to ciekawe wydarzenie, w swojej formule łączące konferencję naukową ze szkoleniem dla praktyków.

Mówiłem o obowiązywaniu warunków udziału w postępowaniu na etapie wykonywania umowy.

Jak wiadomo, co do zasady, warunki na tym etapie już nie obowiązują. Piszę “co do zasady”, ponieważ PZP (dzisiejsze i nowe) przewiduje dwa wyjątki.

Zamawiający, któremu z jakichś względów zależy na przeniesieniu warunków na czas realizacji zamówienia, powinien o to zadbać wpisując odpowiednie postanowienia do umowy.

Praktyka w tym zakresie wygląda przeróżnie.

Niekiedy zamawiajacy staje na głowie, aby opracować warunki, zweryfikować ich spełnianie, obronić przed KIO decyzję o wykluczeniu itd., natomiast później, po zawarciu umowy, nikt już sobie tymi warunkami nie zawraca głowy.

W efekcie może okazać się, że zamówienie było wykonywane przez wykonawcę, który nie spełniał wymogów podmiotowych, a raczej spełniał je, ale tylko w trakcie przetargu.

Zaproponowałem spojrzenie na warunki udziału w postępowaniu w sposób, który może przyczynić się do poprawy opisanej wyżej praktyki.

Warunki udziału w postępowaniu odnoszą się do określonych cech wykonawcy. Niektóre z tych cech mają charaketr stały, składając się na status wykonawcy. Inne mają charakter doraźny, tworząc jego zasoby.

Cechy, które zaliczam do statusu (uprawnienia wykonawcy, doświadczenie wykonawcy, sytuacja ekonomiczna taka jak obrót/przychód i stosunek aktywów do zobowiązań) zwykle występują niezależnie od postępowania.

Cechy tworzące zasób (środki finansowe, zasoby techniczne, zasoby kadrowe), mogą zostać wykreowane (nawet sztucznie) na potrzeby danego postępowania.

W przypadku cech stałych potrzeba zapewnienia ich aktualności przez cały okres realizacji zamówienia jest słabsza, niż w przypadku cech doraźnych. Praktyka pokazuje, że zamawiający przywiązują szczególną wagę do uprawnień (i bardzo dobrze) wpisując wymóg ich posiadania do umowy, natomiast pozostałe cechy “statusowe” odpuszczają (i bardzo dobrze).

Natomiast w przypadku cech doraźnych, zamawiajacy powinien dobrze przemyśleć, czy nie warto przenieść ich na grunt kontraktu. Jeżeli zamawiajacy stawia warunek dysponowania odpowiednim sprzętem, ponieważ jest on niezbędny do sprawnego wykonania umowy, to logiczne będzie wprowadzenie do umowy wymogu jego posiadania i wykorzystywania w trakcie wykonywania umowy.

Temat jest szerszy, ale to tylko blog. Więcej (np. o tym jak potraktować polisę) znajdzie się w przygotowywanym artykule do Kwartalnika PZP.

Maciej Lubiszewski

Dokumenty przedmiotowe po nowemu

Maciej Lubiszewski06 marca 2020Komentarze (0)

Przygotowując wystąpienie na poniedziałkową konferencję, natrafiłem na przepis nowego PZP, którego celem jest uporządkowanie kwestii, która obecnie jest uregulowana wadliwie.

Jak wiadomo, zamawiajacy wzywa do złożenia dokumentów (co do zasady) tylko wykonawcę, którego oferta została najwyżej oceniona.

Ta reguła dotyczy również dokumentów przedmiotowych. Wynika to wprost z art 26 ust 1 i 2, które odsyłają do całego art 25 ust 1 PZP, wymieniającego nie tylko dokumenty podmiotowe (art 25 ust 1 pkt 1 i 3), ale także przedmiotowe (art 25 ust. 1 pkt 2).

Niektórzy zaklinają rzeczywistość twierdząc, że można żądać dokumentów przedmiotowych, jeżeli potwierdzają one okoliczności stanowiące kryetria oceny ofert.

Moim zdaniem nie można.

Już za trzy kwartały spory te przetnie art 107 ust. 1 nowego PZP, w którym jednoznacznie stwierdzono, że dokumenty przedmiotowe (określane przedmiotowymi środkami dowodowymi) wykonawca składa wraz z ofertą.

I teraz wszytsko będzie jasne. Zamawiajacy będzie w stanie samodzielnie zweryfikować zgodność treści każdej oferty z “warunkami zamówienia” (nowemu nazewnictwu trzeba będzie poświęcić odrębny wpis).

Interesujące rozwiązanie zostało wprowadzone do art 107 ust. 2 nPZP.

Uregulowano w nim doskonale znaną procedurę uzupełniania dokumentów, przy czym będzie ona miała charakter fakultatywny w tym sensie, że zamawiajacy będzie zobowiązany wzywać do uzupełnienia brakujacych lub niekomplentych dokumentó przedmiotowych tylko wówczas, gdy przewidział to w ogłoszeniu o zamówieniu lub dokumentach zamówienia.

Ciekawi mnie, w którą stronę pójdzie praktyka zamawiających.

Maciej Lubiszewski

Koronawirus a zamówienia publiczne

Maciej Lubiszewski02 marca 2020Komentarze (0)

Mój znajomy jest właścicielem hurtowni środków czystości, artykułów BHP itp. Jego firma weszła na rynek zamówień publicznych i czasem rozmawiamy sobie o zmiennych kolejach losu wykonawcy w świecie przetargów.

Dziś spotkaliśmy się w szkole, skąd odbieraliśmy nasze córki. Zgadnijcie, o czym zaczęliśmy gawędzić.

Jasne – o koronawirusie 🙂 Oczywiście w kontekście zamówień publicznych.

Gdyby nie ten kontekst, w ogóle nie podjąłbym tematu w ramach protestu przed nakręcaniem – nomen omen – niezdrowych emocji przez ogłupiałe do reszty media.

Jak się okazuje, azjatyccy producenci niektórych środków wstrzymali wysyłkę niektórych swoich produktów do Europy. W konsekwencji ceny tych produktów poszybowały pod niebiosa, do tego wielu z nich po prostu zaczęło brakować na półkach.

Co w takiej sytuacji ma zrobić wykonawca, który realizuje zamówienie polegające na sukcesywnej dostawie takich produktów?

Wszystko zależy od treści zawartej umowy.

Możliwych opcji jest wiele: od skrajności polegającej na odpowiedzialności wykonawcy na zasadzie ryzyka i drakońskich karach umownych po klauzule waloryzacyjne (choć wątpię, czy w tej branży takie klauzule się stosuje) i umownie przewidzianą możliwość podwyższenia wynagrodzenia w takich sytuacjach. W grę mogą wejść rozwiązania pośrednie, jak też np. art. 144 ust 1 pkt 1 PZP.

Czy startować w przetargu na dostawę produktów, których zaczyna brakować?

Takie sytuacje uzmysławiają, jak ważne jest dokładne zapoznanie się z dokumentacją przetargową (zwłaszcza z projektem/wzorem umowy) i dopiero na tej podstawie właściwe skalkulowanie ryzyka.

Maciej Lubiszewski