Nie prowadzę statystyk, ale chyba się nie pomylę, gdy stwierdzę, że jednym z najczęstszych TYPOWYCH problemów, z jakimi zwracają się do mnie zamawiający (a czasem również wykonawcy) jest problem daty uzupełnionego dokumentu z CEIDG.

Klasyczna sytuacja wygląda tak: wykonawca nie dołącza do oferty CEIDG, zamawiajacy wzywa do uzupełnienia, wykonawca wchodzi na stronę, generuje, dokument, drukuje, przekazuje zamawiającemu. I teraz zamawiający pyta: uznać dokument, czy nie uznać? Wszak data jego wygenerowania jest późniejsza niż data otwarcia ofert (tak, tak… wiem, to celowy skrót myślowy).

Chciałbym odpowiedzieć w stylu: mało masz zmartwień? Sprawdź w internecie historię zmian i odpuść człowiekowi!

Odpuszczenie to piękny gest… ale obarczony ryzykiem problemów w razie kontroli.

W końcu przecież to uzupełniony dokument ma potwierdzać brak podstaw w dniu, w którym upłynął termin składania ofert, prawda? A wizyta zamawiającego na stronie internetowej to nie to samo, co uzupełniony dokument, prawda?

A jest taki prosty sposób na uniknięcie tego problemu.

Wystarczy nie żądać CEIDG!

Oczywiście moja rada dotyczy tylko specyfikacji i ogłoszeń w postępowaniach krajowych, ale to przecież większość postępowań, które prowadzą zamawiający.

Zamawiający nie żąda dokumentu, ale oczywiście samodzielnie wchodzi sobie na stronę rejestru i sprawdza, czy nie zachodzi wobec badanego wykonawcy przesłanka do wykluczenia z postępowania (przy okazji sprawdza, czy podmiot jest odpowiednio reprezentowany). Jeżeli zachodzi, to wyklucza. Jeżeli nie zachodzi to nie wyklucza.

Sprawa czysta i bezbolesna. A ile problemów mniej…

 

Zaczęły się ferie. Mam nieco więcej czasu (ale tylko nieco 🙁 ). Na jakimś forum ktoś zadał dość naiwne pytanie: kto chciałby sprawdzić moją SIWZ dla treningu?

Dobre, co?

Dla treningu, czyli za darmo.

A ponieważ miałem trochę wolnego czasu pomyślałem, „dlaczego by nie?” Warto docenić, że ktoś chciałby skonfrontować swoją dokumentację z kimś z zewnątrz (zanim tym z zewnątrz będzie kontroler). Skontaktowałem się z autorem tego oryginalnego wpisu. Szybko dostałem link do toczącego się postępowania.

Generalnie SIWZ była w porządku, nie znalazłem w niej jakiegoś poważnego błędu. Bardzo starannie przygotowana. Choć nie byłbym sobą, gdybym czegoś nie podkreślił na czerwono. Były to raczej porady, sugestie zmiany specyfikacji w kolejnych postępowaniach.

Zresztą od pewnego czasu noszę się z przygotowaniem wpisu, a może nawet jakiegoś poważniejszego artykułu o tym, czego mi brakuje w specyfikacjach (czytam tego po kilkadziesiąt rocznie).

Ad rem.

Jeden fragment utkwił mi w pamięci i postanowiłem poświęcić mu niniejszy wpis. Tym bardziej, że fragment ten pojawia się w wielu specyfikacjach – widocznie krąży pośród zamawiających jako przykład dobrej praktyki, mimo, że dobrą praktyką ma to niewiele wspólnego.

Mowa o postanowieniach dotyczących sposobu udostępniania dokumentacji postępowania.

Zamawiający wpisał do swojej SIWZ, że udostępnienie nastąpi na pisemny wniosek. Ponadto, „zakres, sposób, miejsce i termin udostępnienia wyznaczy zamawiający”, przy czym sposób został w zasadzie już wyznaczony, bowiem „udostępnienie nastąpi w obecności pracownika zamawiającego”.

No cóż… zamawiający (ten, ale wierz mi, że nie jest jedyny) widocznie nie przeczytał przepisów o udostępnianiu, albo przeczytał, ale tylko te zawarte w ustawie (art 96 PZP). Pominął natomiast rozporządzenie o protokole postępowania. Każdy zamawiający znakomicie zna… załącznik do tego rozporządzenia, ale jego zasadniczą treść już nie bardzo.

§ 5 przewiduje wprawdzie, że udostępnienie następuje na wniosek (ust. 1.), ale nie przesądza jego formy. W konsekwencji, jeżeli zamawiający dopuścił np. faks, nie nie może żądać, by akurat wniosek o udostępnienie miał formę pisemną.

Co wielu pewnie zaskoczy, zakres (co chyba oczywiste), ale także sposób udostępnienia wybiera wnioskodawca (ust 2). Może on sobie wybrać wgląd na miejscu, przesłanie kopii pocztą, faksem lub e-mailem. Dopiero, gdy zamawiający z przyczyn technicznych nie może sprostać życzeniu natręta – wskazuje swój sposób.

A co do terminu… zamawiający może naturalnie wyznaczyć jakąś datę, byleby udostępnienie nastąpiło niezwłocznie (ust 5).

Jeżeli jesteś zamawiającym zerknij w swoją SIWZ i w razie potrzeby zechciej rozważyć jej aktualizację. 🙂

Zrozumiale o niezrozumiałym.

Robert Jaroszewski30 stycznia 2014Komentarze (0)

Dziś wpis dla tych, co siedzą w systemie zamówień od wczoraj, albo zapomnieli.

Czy zastanawiałeś się, dlaczego oświadczenie wykonawcy o spełnieniu warunków udziału w postępowaniu jest składane w oryginale a oświadczenie wykonawcy o braku podstaw do wykluczenia, może być złożone w kopii.

Ta dwoistość formy oświadczeń tego samego podmiotu jest bez sensu, chyba, że sięgniemy do przepisów prawa, gdzie znajdziemy uzasadnienie, ale wciąż nie sens tej sytuacji.

Zgodnie z przepisem, wykonawca składa wraz z ofertą oświadczenie o spełnieniu warunków udziału w postępowaniu, a jeżeli zamawiający żąda dokumentów potwierdzających spełnianie tych warunków, również te dokumenty.

Oświadczenie o spełnieniu warunków udziału w postępowaniu nie jest wymienione w rozporządzeniu w sprawie rodzaju dokumentów, jest zaś tam zamieszczone oświadczenie o braku podstaw do wykluczenia. To drugie jest zatem oświadczeniem i „dokumentem” w rozumieniu tegoż rozporządzenia a zatem korzysta z przywileju, jakim jest możliwość składania dokumentu w oryginale lub kopii poświadczonej za zgodność z oryginałem przez wykonawcę.

Oświadczenie o spełnieniu warunków udziału w postępowaniu, jako niewymienione w rozporządzeniu ma towarzyszyć ofercie a ta, pod rygorem nieważności (z wyłączeniem postaci elektronicznej), ma posiadać formę pisemną. Do zachowania formy pisemnej potrzeba własnoręcznych podpisów na dokumencie obejmującym treść oświadczenia woli. Nie czyni zadość temu kopia, gdyż nie jest własnoręcznie podpisana. Własnoręcznie podpisany jest oryginał.

I tu dochodzimy do sedna sprawy.

Jak widać jest to wszystko uzasadnialne, tyle tylko, że po co dokonywać karkołomnych wykładni w stosunku do treści, jakie niosą ze sobą oświadczenia tego samego wykonawcy, w tym samym postępowaniu, składane celem potwierdzenia swoich walorów.

Była kiedyś taka opinia UZP, co prawda w zmienionym stanie prawnym, iż dokumenty z uwagi na możliwość wielokrotnego użycia w rożnych postępowaniach, mogą być składane w formie kopii. W ten oto sposób dowiedzieliśmy się, jak pomaga się wykonawcom w trudach postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. U źródła, wyglądało to następująco: „Zrównanie kserokopii poświadczonej za zgodność z oryginałem przez wykonawcę z dokumentem oryginalnym miało na celu ułatwienie wykonawcom udział w postępowaniach o udzielenie zamówienia. Dzięki przyjętemu rozwiązaniu proces przygotowania się do uczestnictwa w postępowaniu o zamówienie publiczne przez wykonawców staje się mniej kosztowny oraz czasochłonny, co umożliwia im szerszą działalność na rynku”.

Mając na uwadze ten minimalistyczny środek, skutkujący jakże doniosłymi konsekwencjami, powodzenia wszystkim wykonawcom życzę.

W dzisiejszej „Rzepie” (a przynajmniej w jej internetowym wydaniu) ukazał się tekst dotyczący rozliczeń GDDKiA z podwykonawcami autostrad A1 i A4. Temat znany, nie będę się w to wgłębiał.

Zastanowiła mnie jednak refleksja, do jakiej doszedł Pan Piotr Kamiński – wiceprezydent Pracodawców RP. Otóż według niego „wiele firm na etapie pozyskiwania kontraktów nie doszacowało kosztów bądź przeprowadziło złe kalkulacje. Ale wielu przedsiębiorców skarży się też na zbytnią restrykcyjność GDDKiA w rozliczaniu kontraktów. – Były przypadki, że asfalt drożał w ciągu roku o blisko połowę, tymczasem nie można było renegocjować umowy. W rezultacie wszystkie koszty były przenoszone na firmę budowlaną„

Dobrze by było, gdyby wykonawcy i reprezentanci ich interesów zechcieli dostrzec, że ta „zbytnia restrykcyjność” wynika z umowy w sprawie zamówienia publicznego, której wzór (a przynajmniej istotne postanowienia) były opublikowane wraz z SIWZ już na co najmniej 40 dni przed otwarciem ofert.

Od momentu wszczęcia przetargu znane były zarówno sposób rozliczania robót, jak i warunki zmian umowy. Postanowienia SIWZ mogłyby być zaskarżane do KIO. Można też było korzystać z art 38 PZP i w tym trybie próbować „wynegocjować” zmianę niekorzystnych dla przedsiębiorców stypulacji. Czy wykonawcy skorzystali z tych środków? Czy podjęli próbę poprawienia swojej pozycji względem zamawiającego na etapie realizacji inwestycji?

Poza tym prowadzenie działalności gospodarczej, a zatem i realizacja zamówień publicznych wiąże się z ryzykiem, którym trzeba umieć zarządzać. Konsekwencją tego ryzyka było właśnie to, że „wszystkie koszty były przenoszone na firmę budowlaną„. Do tego passusu wprowadziłbym jedną modyfikację: te koszty nie były „przenoszone” – firma budowlana wzięła je sobie na kark podpisując kontrakt.

Na końcu tego artykułu znalazła się ramka, której treść bardzo mnie zaniepokoiła. Jej tytuł brzmi „Prawo zamówień publicznych do zmiany„. Nie będę jej tu streszczał – odsyłam do źródła. Pozwolę sobie natomiast na jeden komentarz. Może zamiast brać się za psucie ustawy tzw. „optymalizacją systemu zamówień publicznych”, KIG wespół z innymi tego typu organizacjami opracowałaby wzorcowe przykłady umów w sprawie zamówienia publicznego i zadbałaby o ich rozpowszechnienie (np. przy współudziale administracji państwowej: UZP, Min.Gosp i in.).

Wiem, wiem… są FIDIC’i.

Ale przecież nie każdy zamawiający i nie do każdej inwestycji są one wykorzystywane. I tu się nic nie zmieni. Wzory powinny być proste, przejrzyste, jasne, w pełni zgodne z PZP i KC. DO tego można wydać poradnik, czy komentarz… Chodzi mi o stworzenie klocków, z których będzie umiała korzystać nawet najmniejsza gmina w Polsce.

PZP jest bardzo elastyczna w zakresie kontraktów (choć ostatnia nowelizacja trochę tę elastyczność ograniczyła) i lepiej niech tak zostanie. Wystarczy skoncentrować się na promowaniu odpowiednich postaw wśród zamawiających, a wyposażenie ich w porządne wzory umów przyniesie lepszy efekt, niż gmeranie przy ustawie.

Co z tym progiem?

Maciej Lubiszewski06 stycznia 2014Komentarze (0)

Ostatnio na zamówieniowym forum internetowym pojawiło się pytanie o losy projektu nowelizacji dotyczącej progu. Wiesz zapewne, że nasz Sejm pracuje nad podniesieniem granicy stosowania PZP do 30.000 EURO. Część posłów przebiła tę ofertę (do 50.000 EURO – a co tam!!!) – Sejm równolegle obrabia więc obie te propozycje.

Wyjdę na dziwaka, ale korzystając z przerwy świątecznej obejrzałem sobie posiedzenie podkomisji nadzwyczajnej kierowanej przez Posła Szejnfelda. Zajęło mi to mniej więcej tyle, ile niektórym zajęło obejrzenie „Kevina samego w domu„. Każdy spędza święta po swojemu 🙂  Przejrzałem też kilkaset stron dokumentów opracowanych na potrzeby tej noweli – to już zajęło mi nieco więcej czasu.

Myślę, że teraz mam prawo podzielić się z Tobą swoją opinią na temat pomysłu podniesienia progu stosowania PZP. Zacznę od tego, że jestem na nie.

Dlaczego?

Przede wszystkim dlatego, że nie wiadomo, czemu ten ruch ma służyć. Mówi się o odbiurokratyzowaniu najtańszych procedur, obniżeniu kosztów postępowań najtańszych, ułatwieniu dostępu do procedur małym, lokalnym wykonawcom. Tylko, że żaden z tych argumentów nie pojawia się w dokumentach oficjalnych (tj. w uzasadnieniu projektu). Jesteśmy więc w sferze nie tyle twardych faktów, ile naszych domysłów.

Co gorsza, niektórzy orędownicy pomysłu podwyższenia progu posługują się jedynie swoimi wyobrażeniami (by nie rzec – marzeniami) o skutkach wprowadzonych zmian. Tytułem przykładu wskażę na pewną Panią, która reprezentowała Związek Rzemiosła Polskiego i twierdziła, że podniesienie progu do 40.000 EURO otworzy rynek zamówień lokalnym rzemieślnikom, których nie stać na obsługę prawną, a którzy zarobione pieniądze wydadzą na rynku lokalnym. Poza tym taki lokalny rzemieślnik solidnie wyremontuje szkołę, w której uczy się jego dziecko (sic!).

Pośmiałbym się z tego, gdyby nie chodziło o bardzo poważną zmianę prawa.

Jestem na „nie” także dlatego, że projektodawca nie raczył zastanowić się nad wszystkimi konsekwencjami tej zmiany. To jest klasyczny przykład wylewania dziecka z kąpielą. Jeżeli projekt przejdzie, wykonawcy w postępowaniach o wartości do 150.000 zł. brutto (propozycja poselska sięga 250.000 zł. brutto!) będą pozbawieni jakiejkolwiek ochrony prawnej, nie będą działały normy chroniące uczciwą konkurencję, postępowania nie będą ogłaszane w BZP, a umowa będzie mogła być zawarta na czas nieoznaczony. To jest ułatwienie dostępu do zamówień publicznych?

Najciekawsze w tym jest stanowisko UZP. Jest to podmiot, który projekt przygotował i opracował jego uzasadnienie. Wytrwałym polecam ten ostatni dokument, a w szczególności OSR (ocenę skutków regulacji) – na s. 44 czytamy m.in. „projektowane przepisy mogą ograniczyć dostęp wykonawcom do zamówień publicznych na zasadach niedyskryminacyjnych”. Do rzadkości należy sytuacja, w której projektodawca zniechęca Wysoką Izbę do uchwalenia projektu.

Projekt został potraktowany przez rząd jako „pilny”. Ale już po I czytaniu w Komisji Gospodarki chyba ten przymiot stracił. Posiedzenie podkomisji odbyło się 23.10.2013 r. Kończąc je Poseł Szejnfeld stwierdził, że nie wie, kiedy zwoła kolejne posiedzenie i … wybuchnął śmiechem.

Projekt rządowy (ten dotyczący 30.000 EURO) dotyczy też zwolnień dla uczelni publicznych i instytucji kultury. Pamiętam, jak odchodząca Minister Kudrycka uznała skierowanie projektu do Sejmu za swój największy sukces. Problem progu stosowania ustawy spowodował wyhamowanie impetu, z jakim wszedł na Wiejską. Oznaczać to może, że sukces Pani Prof. Kudryckiej trafi do lodówki.