Od razu zaznaczę, że nie chodzi tu o Skodę:) Poręczenia SKOKów weszły do PZP, ale w praktyce są raczej mało widoczne. Przyznam, że ja sobie nie przypominam czegoś takiego. Dla mnie jest więc to Yeti.

Jeden z klientów dowiedział się od ubezpieczyciela, że limit gwarancji się już wyczerpał, a otwarcie ofert w poniedziałek. Klient zadzwonił więc do spółdzielczej kasy oszczędnościowo-kredytowej z pytanie, czy udzielą mu wadium i potem zabezpieczenia należytego wykonania umowy. Człowiek ze SKOK zdębiał i zaproponował kredyt – widać udzieliła się mu atmosfera przedświąteczna 🙂

Czy SKOKi mogą udzielać poręczeń, o których mowa w art 45.6.2 i  148 .1.2 PZP?

Najpierw odpowiem krótko – zależy komu.

Teraz rozwinięcie: SKOK nie może udzielić poręczenia członkowi kasy, ponieważ takiej czynności (parabankowej;)) nie przewiduje art 3 ustawy o SKOK. Nie ma natomiast przeszkód, by poręczenia udzielać innym podmiotom.

Będzie to zwykła umowa z Kodeksu cywilnego. PZP wymaga, by zobowiązanie poręczyciela było zawsze zobowiązaniem pieniężnym – innymi słowy SKOK będzie zobowiązany do zapłacenia określonej sumy: w grę nie wejdą więc inne zobowiązania. Przy poręczeniach bankowych to się rozumie samo przez się (vide art art 84 Prawa bankowego).

Dodam, że umowa pomiędzy SKOKiem a zamawiającym. Na szczęście dla wykonawców poręczenie wymaga podpisu poręczyciela. Wierzyciel może je przyjąć w sposób dorozumiany. Czyli, jeżeli nie wykluczy z postępowania, zawrze umowę, wystąpi z roszczeniem można przyjąć, że umowa poręczenia została zawarta.

Dostrzegam tu jednak pewne zagrożenie. Co jeżeli zamawiającemu nie spodoba się treść poręczenia i oświadczy on, że nie uważa umowy za zawartą? No cóż… do tanga trzeba dwojga, jak śpiewał artysta. Do zwarcia umowy poręczenia nie dojdzie. Pół biedy, jeżeli będzie to dotyczyło wadium (czasem zdarza się wykluczyć wykonawcę ze względu na treść wadium – zła kwota, zły termin, złe warunki wypłaty).

Gorzej, jeżeli zamawiający nie przyjmie poręczenia stanowiącego zabezpieczenie należytego wykonania umowy, np. SKOK wprowadzi subsydiarną odpowiedzialność poręczyciela, a gmina będzie się upierała przy odpowiedzialności solidarnej. Co wtedy? Proste: gmina przeżyje bez SKOKu, SKOK – bez gminy, a wykonawca – bez zamówienia i bez… wadium (vide art 46.5.2 PZP).

Jeżeli kiedyś miałeś do czynienia z poręczeniem SKOKu – daj znać, chętnie zobaczę Yeti.

Dokładnie 24 grudnia wejdzie w życie ustawa z 8.11.2013 r. o zmianie ustawy – Prawo zamówień publicznych. Nowelizacja reguluje tylko jedną, za to istotną kwestię podwykonawstwa.

Jako rasowy Polak przeczytam tę ustawę już po tym, jak wejdzie w życie – skorzystam z tradycyjnego poświątecznego spokoju 🙂 Póki co ograniczyłem się li tylko do przejrzenia tych czterech stron Dziennika Ustaw. Poniżej przedstawiam gorący i bardzo wybiórczy komentarz do tej nowelki.

1. Definicja umowy o podwykonawstwo – pojawi się w słowniczku ustawowym (art 2 pkt 9a PZP). Z rzeczy ważnych warto odnotować, że definicja ta dopuszcza dalszych podwykonawców jedynie przy zamówieniach na roboty budowlane. Poza tym sposób jej sformułowania dowodzi wadliwości definicji zamówienia publicznego (art 2 pkt 13 PZP), która odnosi się nie tyle do „zamówienia publicznego” ile do „umowy w sprawie zamówienia publicznego”. Myśli nie rozwijam, bo nie jest to miejsce na jakieś wynurzenia z zakresu dogmatyki prawa.

2. Nowelizacja wprowadza możliwość ograniczenia zakresu zastosowania podwykonawstwa. To dotychczasowe (art 36 ust 4 i 5 PZP) był warte funta kłaków. Teraz zamawiający będzie mógł zastrzec (domyślam się, że w SIWZ) obowiązek osobistego wykonania przez podwykonawcę kluczowych części zamówienia (przy RB i usługach) oraz prac związanych z rozmieszczeniem i instalacją (dostawy).

W pozostałym zakresie, oraz w przypadkach, gdy podwykonawca pojawia się jako podmiot trzeci udostępniający swoje zasoby na potrzeby spełniania warunków z art 22 – podwykonawstwo nie doznaje żadnych ograniczeń. Mi się to podoba.

3. A propos podmiotu trzeciego z art 26 ust 2b – zdarza się, że jest nim podwykonawca, prawda? Ustawa pozwala zamawiającemu żądać od wykonawcy „imiennego” wskazania takiego podwykonawcy. Poza tym, co ważniejsze – ustawa reguluje kwestię zmiany takiego podwykonawcy: nowy podwykonawca musi spełniać warunki udziału w postępowaniu co najmniej w takim samym stopniu, w jakim spełniał je podwykonawca dotychczasowy. Jest to konstrukcja, która powoduje „przeniesienie” właściwości niezbędnych do spełniania warunków z art 22 na etap realizacji zamówienia. Wychodzi więc na to, że wobec braku stosownych regulacji w kontrakcie, sam wykonawca te właściwości może stracić, ale podwykonawca już nie. Kropla drąży skałę, może ustawodawca kiedyś ureguluje tę trudną materią w sposób należyty – uważam więc, że jest to krok w dobrą stronę.

4. Kolejny etap w ewolucji regulowania kwestii zaliczek w PZP. Pewnie pamiętasz, że kiedyś zaliczki z zamówieniach były zbrodnią 🙂 Z czasem łaskawie je dopuszczono (np. w robotach budowlanych – art 151a.1.2 PZP) – ale decyzję pozostawiono zamawiającemu. Teraz przy zamówieniach na RB, których termin realizacji jest dłuższy niż 12 m-cy, a wynagrodzenie ma być w całości zapłacone z dołu, zaliczki staną się obowiązkowe. Z jednej strony jest to ukłon w stronę wykonawców, z drugiej jednak (i o to pewnie chodziło ustawodawcy) zaliczki staną się cuglami założonymi na wykonawców. Dzięki nim bowiem zamawiający będzie mógł skutecznie kontrolować, czy wykonawca rozlicza się podwykonawcami. Osobiście lubię takie rozwiązania, bo świadczą one o przemyśleniu tematu.

5. Istota „regulacji podwykonawczej” sprowadza się do ochrony prawa podwykonawcy do wynagrodzenia za wykonane czynności – jeżeli wykonawca nie płaci podwykonawcy, ten drugi może dostać pieniądze od inwestora. Znamy to z Kodeksu cywilnego – szkła nikt tu nie wymyślił. Mógłbyś pomyśleć: to po co dubluje się normy prawne? Mało ich mamy? Do pewnego stopnia będziesz miał rację. Zwróć jednak uwagę, że: a. ustawodawca rozszerzył tę konstrukcję na dostawy i usługi (KC odnosi się do robót budowlanych), b. ustawodawca narzucił zamawiającemu reżim, z którego do tej pory nie musiał on korzystać. Wielu zamawiających uznawało, że relacja wykonawca-podwykonawca to nie ich sprawa. Od 24 grudnia to będzie ich sprawa. I to też oceniam pozytywnie.

6. Zgodnie z art 143d umowa o roboty budowlane będzie musiała przewidywać kwestie związane z podwykonawcą i podwykonawstwem. To oznacza, że już dziś zamawiający powinni przysiąść do swoich wzorów umów załączanych do SIWZ, by je rozbudować. Wprawdzie te postanowienia nie zawsze znajdą zastosowanie, ale w razie potrzeby będą jak znalazł.

Wprowadzane przepisy dają szansę za ucywilizowanie ważnej kwestii podwykonawstwa w zamówieniach publicznych. Oczywiście wszystko będzie zależało od postawy uczestników procesu udzielania i wykonywania zamówienia publicznego.

Obawiam się, że niektórzy zamawiający podejdą do tej sprawy po najmniejszej linii oporu – ich SIWZ będą niechlujnie i bezrefleksyjne powtarzać przepisy znowelizowanej ustawy.

Z drugiej strony obawiam się, że niektórzy podwykonawcy będą próbowali wykorzystać nowe przepisy do szybkiego i łatwego zarobku kosztem wykonawcy.

Obym się mylił.

 

 

 

 

Odwołanie Prezesa Sadowego

Maciej Lubiszewski12 grudnia 2013Komentarze (0)

W niedzielę dowiedziałem się, że Dziennik Gazeta Prawna (do którego czasem pisuję) dowiedział się, że Prezes Sadowy przestanie być Prezesem. W poniedziałek stało się: Pan Donald Tusk podziękował Panu Jackowi Sadowemu.

Tak to czasem bywa – nie znasz dnia ani godziny…

To zaskakujące wydarzenie skłoniło mnie do podzielenia się z Tobą dwoma refleksjami.

Po pierwsze, obecnie obowiązujące przepisy PZP dotyczące powołania i odwołania Prezesa UZP są trochę dziwną kompilacją rozwiązań wcześniejszych. Nie pamiętasz jak to onegdaj wyglądało? Pozwól więc, że Ci przypomnę.

Czasy Leszka Millera i Marka Belki – regulacja rozwinięta do granic absurdu. Konkurs był rozpisany od A do Z. Prawo przewidywało nawet sposób powołania komisji konkursowej. O ile mnie pamięć nie zawodzi gorliwość prawodawcy kończyła się na opracowaniu przez komisję listy rankingowej zawierającej wyniki postępowania. Kropką nad i byłoby zobowiązanie Premiera do powołania na urząd najlepszego z najlepszych… otóż nie. Premier powoływał Prezesa spośród kandydatów z listy rankingowej – nie musiał to być No. 1. Ale to były czasy „p.o.” i innych sztuczek, których celem było obchodzenie reżimu służby cywilnej. Dodam jeszcze, że wówczas obowiązywała kadencyjność Prezesa UZP i w tym czasie był on w zasadzie nieusuwalny. Pozostałości po tamtej kadencyjności widać do dziś w art 159 ust 1 PZP.

Czasy Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. Wahadło wychyla się w drugą stronę. Wprowadzono Państwowy Zasób Kadrowy (PZK) i zaliczono doń Prezesa UZP. Oznaczało to, że Premier mógł w każdej chwili odwołać starego i powołać nowego. Wobec powyższego konkurs, kadencyjność i nieusuwalność została zniesiona – po prostu te konstrukcje stały się zbędne. Co ciekawe, ani Marcinkiewicz, ani Kaczyński nie skorzystali ze swoich uprawnień i nie wymienili Prezesa Czajkowskiego. Zrobił to dopiero… Donald Tusk, który jeszcze na mocy przepisów o Państwowym Zasobie Kadrowym pożegnał Pana Czajkowskiego i powołał Pana Sadowego.

Czasy Donalda Tuska to uchylenie ustawy o PZK i wprowadzenie naboru w drodze otwartego i konkurencyjnego naboru – art 153 zd. 1 PZP. Czyli zaczyna pachnieć Millerem i Belką (choć bez absurdalnej nadregulacji). Ale zaraz zaraz… czuć tu i Marcinkiewicza z Kaczyńskim. Wszak Premier może odwołać Prezesa bez żadnych ograniczeń – art 153 zd. 2 PZP. Oto jak połączono ogień z wodą w jednym przepisie 🙂

Druga refleksja związana jest z powodami odwołania. Sporo się mówi w tym kontekście o sporze Sadowego z KIO. Spór ten nie był tajemnicą, ale przybrał on wyraźnie na sile w związku z informacją o działalności KIO. Oj, działo się! Chętnym polecam lekturę dokumentów opublikowanych pod tym linkiem http://www.uzp.gov.pl/cmsws/page/?D;2747

Coś pękło i spory dotychczas przykryte wypłynęły szerokim strumieniem. Szkoda, bo część z nich można było załatwić w drodze konstruktywnej debaty pomiędzy Prezesem a KIO, np. w Łańsku przy grillu. Inne spory mógł rozwiązać sąd: Pan Sadowy poskarżył się Premierowi, że np. KIO niewłaściwie interpretuje art 26 ust 2b (znana sprawa – nie będę się rozpisywał). Ale przecież co szkodziło zaskarżyć któreś z orzeczeń KIO do sądu. Prezes jest zwolniony z kosztów, więc aż się prosiło.

Zobaczymy, czy powołanie nowego Prezesa przyniesie rozwiązanie nabrzmiałych problemów. Ja wątpię – taką już mam naturę.

Bazgroł na ofercie

Robert Jaroszewski12 grudnia 2013Komentarze (0)

Bardzo często przychodzi rozstrzygać o konsekwencjach bazgroła na dokumencie.

Wszystko przez brak przepisu na definicję podpisu.

Czym on bowiem jest ten podpis?

Otóż w skrócie: mamy podpis czytelny, podpis nieczytelny i parafę (choć są jeszcze skróty podpisu i inicjały). Parafa od podpisu nieczytelnego bywa dla nieskładającego nie do odróżnienia. A to dlatego, że parafa jest składana nie w celu zaciągania zobowiązań, jest stwierdzeniem czegoś, przygotowuje dokument do podpisu. Podpis natomiast, zamieszczamy w celu wywołania określonych skutków prawnych.

Dla utrudnienia można też dodać, że podpis nieczytelny powinien być złożony w formie zwykle używanej przez podpisującego (ale jak to ma zamawiający ustalić? – pytaniem do wykonawcy, czy do kontrahentów wykonawcy).

Jakie ma to znaczenie na gruncie PZP?

Przede wszystkim nie wiadomo, czy oferta z dokumentami opatrzonymi bazgrołem jest ważna, czy zgodna z SIWZ.

Większość zamawiających bezrefleksyjnie wpisuje do SIWZ wymogi co do podpisu, że to np. ma być podpis nieczytelny, ale tylko z pieczątką.

A co w przypadku gdy pieczątki zabrakło (Pani przygotowująca ofertę zapomniała przybić – bardzo częsty przypadek).

Ja proponuję nie wpisywać do SIWZ klauzul o postaci podpisu, obowiązków parafowania, przybijania pieczątek etc.

Co nam to da?

Unikniemy na dzień dobry niezgodności dokumentów z SIWZ (choć z orzecznictwa wynika, że to uchybienia w zakresie formy, nieskutkujące odrzuceniem oferty) a w przypadkach szczególnie wątpliwych i tak pozostaną nam wyjaśnienia i możliwość uzupełnienia dokumentu. A co do problemu bazgroła, to wykonawca nam odpowie, że to podpis nieczytelny, którego zwyczajowo używa…

I oto doczekaliśmy się oferty wykonawcy w stanie zawieszenia działalności gospodarczej.

Przypominam, że zgodnie z ustawą o swobodzie działalności gospodarczej, przedsiębiorca niezatrudniający pracowników może zawiesić wykonywanie działalności gospodarczej na okres od 30 dni do 24 miesięcy.

Co tu robić ?

Niektórzy uważają, że fakt ten nie ma znaczenia na gruncie PZP i należy rozpatrzyć tę ofertę, co najwyżej traktując taką osobę jako nieprzedsiębiorcę. Wszak osoba niebędąca przedsiębiorcą, może ofertę w postępowaniu o udzielenie zamówienia publicznego złożyć.

Nic bardziej mylnego, zawieszający działalność nie przestają być przedsiębiorcami – poucza o tym nawet  sama CEiDG na swoich stronach.

Warto sprawdzić, od kiedy stan zawieszenia trwa, jeżeli po złożeniu oferty, co raczej jest niemożliwe, gdyż składając odpis a raczej wydruk z CEiDG (jeżeli zamawiający go żąda), stanu tego (jeszcze) nie widać, a jeżeli nie żądał, to pozostaje weryfikacja samodzielna zamawiającego, przez niektórych uważana za niedopuszczalną. Nie mniej, jeżeli nawet to się zdarzy, to wszystko jest O.K., bo przedsiębiorca może chronić źródła przychodów i zobowiązania powstałe przed zawieszeniem działalności.

A jeżeli stan zawieszenia trwał w dacie złożenia oferty przez wykonawcę?

To moim zdaniem, ofertę takiego wykonawcy należy odrzucić.